Mapy, przewodniki
Wyszukiwarka
Kalendarz imprez
Subskrypcja

Nowe wydawnictwa
  • 2018-02-15 18:09

    Podstawowym celem niniejszej publikacji jest całościowa prezentacja artystycznego i kulturowego fenomenu, jakim było malarstwo na Śląsku w dobie baroku. Dlatego w książce ujęci zostali wszyscy znani z zachowanej twórczości, najważniejsi ówcześni malarze, którzy byli czynni na Śląsku lub pracowali dla tamtejszych zleceniodawców. Uwzględniono także ich wszystkie wykonane dla śląskich odbiorców prace w różnych technikach i gatunkach...

  • 2018-02-01 10:34

    Tajemniczy, malowniczy i wzbudzający ciekawość większości Polaków… Wałbrzych ma wiele zakamarków, ciekawostek czających się w wąskich zaułkach i niezbadanych podziemi skrywających drogocenne przedmioty. Ma swoją księżniczkę – urzekającą Daisy – i księcia, który tylko dla niej sprowadził z Sycylii siedem wagonów kolejowych wypełnionych zastygłą lawą z wulkanu Etna. Wśród pięknych kwiatów w stworzonej z miłości palmiarni kryją się historie, o których zranione serca chciałyby zapomnieć…

  • 2018-02-01 10:31

    Słynie jako miasto mostów. Zachwyca architekturą. Uwodzi i obiecuje moc ekscytujących wrażeń. Wrocław od lat niczym niepokojąco piękna kobieta urzeka i skrywa sekrety… Tamara Barriga z pasją i odwagą wnika w nieodkryte dotąd tajemnice Wrocławia. Zdradza, dlaczego w Mrówkowcu mieszka się luksusowo i… nieznośnie. Opowiada o ludziach, którzy wyróżniali się mądrością, pracowitością, a w końcu zapisali się w historii miasta

  • 2018-02-01 10:04

    W lutowym numerze Magazynu Turystyki Rowerowej "Rowertour" pojawił się wątek dolnośląski. Grażyna Pastuszka, w artykule "Frankenstein i rycerz ze złotą ręką" opisuje swoją rowerową, 4-dniową eskapadę po bliższych i dalszych okolicach Ząbkowic Śląskich. Poza tym sporo ciekawych rowerowych relacji z Polski (m.in. południowa Wielkopolska, Mazury oraz Małopolska) i ze świata (m.in. USA, Mongolia, Paragwaj)

  • 2017-12-18 10:06

    Miłośników Gór Izerskich z pewnością zainteresuje nowa publikacja Petra Freiwilliga, która nosi tytuł „Od młynów do fabryk. Budowle przemysłowe na ziemi frydlanckiej” (tytuł oryginalny: „Od mlýnů k továrnám. Výrobní stavby na Frýdlantsku”). Książka jest wynikiem kilku lat pracy autora w archiwach oraz w terenie. Poświęcona jest budynkom przemysłowym, takim jak młyny, tartaki, cegielnie oraz fabryki tekstylne. Publikacja przedstawia również rozwój osadnictwa oraz przemiany krajobrazu

Wizyt:
Dzisiaj: 1613Wszystkich: 2435566

Kowary w 1564 roku

  • Wyrób z kowarskiej kuźni
    Wyrób z kowarskiej kuźni

     Zapraszam Państwa na trzecią przygodę z historią Kowar. Tym razem prze­nosimy się w czasy wielkiej prosperity i nie chodzi o okres dobrobytu związanego z Fabryką Dywanów czy Zakładami R-1. Chodzi o czasy o wiele odleglejsze, a mia­nowicie połowę XVI wieku, a konkretnie sierpień 1564 roku.

     Tym razem akcja zaczyna się w Ciep­licach, gdzie jeden z polskich urzędników królewskich - referendarz koronny Stanis­ław Sędziwoj Czarnkowski reperował swoje nadwątlone zdrowie w tamtejszych termal­nych wodach, z dala od wścibskich oczu krakowskiego dworu. Wstyd przyznać. Przez notoryczne łamanie jednego prawa z deka­logu nabawił się niesławnej francuskiej choroby. Wody cieplickie znacznie poprawiły jego stan zdrowia. Postanowił wracać do umiłowanej ojczyzny przez Jelenią Górę. Zatrzymał się w małej wiosce Malinnik w połowie drogi między Jelenią Górą a Ciep­licami. Było duszno i gorąco, podróżnik zgłodniał i chciał ugasić pragnienie. Do­szedł do wniosku, że podróż można konty­nuować letnią nocą i zatrzymał się w kar­czmie. Wszedł do środka, ogarnął wzrokiem wnętrze, szukając potencjalnych towarzy­szy. Jedni w czarnych prostych strojach su­gerujący, że są protestanckimi mieszczana­mi, kolejni w szarobiałych płóciennych przydługawych chłopskich koszulach i ci naj­głośniejsi, w skórzanych i płóciennych stro­jach z kapturami. Stanisław Sędziwej usiadł i zamówił ziemniaki z mięsem. Nieee, karto­felki to jeszcze nieznany w tej części Europy przysmak. Na razie znane tylko na dworze króla hiszpańskiego. Dopiero za około 200 lat warzywa te staną się podstawą jad­łospisów. Główny bohater zamówił kapustę z grochem, soczewicę z mięsem. Do tego dostał piwo jeleniogórskie - oczywiście mętne i brązowe.

     W czasie konsumpcji do­siadł się jeden z najgłośniejszych i spytał, czy obcy nie jest jakimś kupcem zagranicz­nym. Po kurtuazyjnej wymianie pozdrowień poznajomili się. Okazało się, że przysiadł się do niego kowarski gwarek, który przy­wiózł towar z kuźni i odpoczywał przed powrotem do domu. Wkrótce przysiedli się kompani gwarka i zaczęło się stawianie kolejek. Duma polskiego szlachcica nie pozwalała na picie fundowanych trunków. Jako że chciał się przypodobać nowo poz­nanym mężczyznom, sam zaczął stawiać i to nie piwsko tylko prawdziwe mozelskie wina. Jak te się skończyły, ruszono węgrzy­na, potem burgońskie, następnie okowitę. Górnicy zachwalali okolicę doliny Jedlicy, jej bogactwa pod ziemią, wysokiej klasy umiejętności kowali. Pokazywali różne przedmioty żelazne. W końcu referendarz koronny przyznał, że ma chody u samego króla Polski Zygmunta Augusta. Opowie­dział również o smutnej historii miłości do Barbary. Kiedy powiedział, że ukochana zmarła, cała karczma płakała rzewnymi łza­mi wzruszenia. Ostatecznie polski szlachcic wstał i wykrzyczał: „Zamawiam 1000 sztuk muszkietów! Co ja mówię 2000. I do tego 100 dział, albo nawet 200". Niestety ilość alkoholu we krwi przekroczyła stan alarmo­wy i bohater zsunął się pod stół.

     Historia zaczęła skręcać w kierunku Ko­war. Królewski urzędnik w stanie nieważ­kości jak przez mgłę pamiętał wyboistą dro­gę, chłód mijanych rzek. W końcu powitał go świt. Wóz zatrzymał się na chwilę. Gwarkowie, niedawni towarzysze balangi, ukłonili się słońcu. Przed szlachcicem ukazała się wielka góra, wyróżniającą się w krajobrazie. „Gdzie jestem?" - spytał. „Smedeberg" - usłyszał. Wjeżdżał do górniczego miasta pod Górami Olbrzymimi — tak się wtedy nazywały Karkonosze.

     Obudzony zszedł z wozu do pobliskiego strumyka, nachylił się i zaczął pić wodę. Pił tak, jakby przeszedł całą Saharę bez mineralki. Gdyby wiedział, że za kilka wieków stanie tu oczyszczalnia ścieków, pewnie by tego nie zrobił. W końcu wrócił i już przy­tomnie mógł oglądać prywatne miasto Schaffgotschów - panów na Chojniku. Po­czątkowo ujrzał domy, a raczej chałupy, pojedyncze (podobną możemy zobaczyć na ulicy Kowalskiej 18, która prawdopodobnie pochodzi jeszcze z XVI wieku). Zwarta za­budowa zaczęła się od kościoła. Stanisław Sędziwej przeżegnał się. Gwarkowie zare­chotali. Okazało się, że świątynia od Roku Pańskiego 1549 należy do luteranów. Zniesmaczył się nasz bohater - katolik z krwi i kości, albowiem miał w pogardzie inno­wierców, za jakich uważał wszystkich niekatolików w Rzeczpospolitej Obojga Na­rodów. Jechali szerokim łukiem w zwartej zabudowie. Budynki na podbudowie muro­wanej miały drewniane piętra w zabudowie szachulcowej.

     Zatrzymali się przed większym gmachem na wysokości dzisiejszego ratusza. Okazało się, że to sąd. Za dużym drewnianym budynkiem stało wiele wozów. Był to środek jarmarku - naj­ważniejszej imprezy handlowej zaczynającej się od świętego Bartłomieja (24 sierpnia). Wtedy  wystawiano produkty kowalskie, podpisywano umowy, handlowano, święto­wano, biesiadowano przy kowarskim piwie. Gwarkowie szybko zorganizowali kilka dzbanków tego trunku. Dobrze schłodzony poprawił wszystkim humory. Zdopingowani towarzysze podróży z zainteresowaniem rozpoczęli zwiedzanie miasta. Najpierw udali się do pobliskich kuźni, gdzie opo­wiedziano im o wydobyciu rudy, o 3 tysią­cach cetnarów wydobycia rocznie, o smolarzach, o kuźniach. Nasz główny bohater był pod wielkim wrażeniem wysokiej jakości stali, kunsztu kowalskiej roboty, wspaniałej organizacji, synchronizacji i po­rządku tubylców oraz wielkiego rozmachu górniczego przedsięwzięcia. Po drodze męż­czyźni gasili pragnienie kolejnymi dzbana­mi dobrze schłodzonego piwa.

     W końcu udali się do sądu, gdzie na czas jarmarku stacjonował cech kowali. Gwarkowie opo­wiedzieli o wczorajszym zamówieniu pol­skiego szlachcica. Stanisław Sędziwej starał się odświeżyć w pamięci swoje zobowiązania. Niestety niczego nie pamiętał. Szybko pomacał sakiewkę, którą miał w kieszeni, jej objętość od wczoraj znacznie zmalała. Wczorajszy krótki przystanek przed długą podróżą spowodował całkiem sporą dziurę budżetową. Rada cechu była wyjątkowo uprzejma. Strony podpisały umowę na przy­gotowanym wcześniej pergaminie. Na umo­wie widniała liczba 2000 muszkietów. Szlachcic dumnie się wyprostował i przybrał niezwykle poważną minę. Wziął pióro od mistrza cechowego, namoczył je w inkau­ście, szybkim ruchem wykreślił coś na per­gaminie, po czym ponownie się wyprosto­wał. Zdumiona rada cechowa pochyliła się nad pismem i zauważyła, że jedno zero zostało skreślone. Obecnie umowa opiewała na 200 luf do muszkietów dla króla Zyg­munta Augusta. Przedstawiciele cechu po­patrzyli na siebie. W końcu mistrz cechu wstał i uścisnął dłoń referendarzowi. Sekre­tarz cechu dopiął sznurki, które skleił roz­grzanym woskiem, na którym przybił miej­ską pieczątkę z koniem i młotem i napisem SIGILUM SMEDBVRENSIS. Następnie wszyscy szczęśliwi wyszli cieszyć się upal­ną pogodą. Polak wsiadł do wozu i odjechał na trakt, zwany później starym traktem kamiennogórskm, dumając jak przekona króla do wywiązania się z umowy z Kowa­rami. Widać udało mu się to, ponieważ mieszkańcy do dziś dnia szczycą się tym faktem. Ówcześni kowarzanie cieszyli się podwójnie, ponieważ spotkanie w Malinniku nie było przypadkiem.

     Tu kończy się przygoda urzędnika krakowskiego w naszym mieście. Za tydzień przeniesiemy się do mrocznych czasów wojny trzydziestoletniej. Serdecznie zapraszam do odwiedzania strony Projekt Kowary.

Grzegorz Schmidt

 


Zobacz także:
Wędrówki po dziejach doliny Jedlicy 

 

  • Dodaj link do:
  • facebook.com
 

Komentarze

Komentarz
Facebook