Mapy, przewodniki
Wyszukiwarka
Kalendarz imprez
Subskrypcja

Nowe wydawnictwa
  • 2020-06-04 11:46

    Na rynku księgarskim ukazała się nowa książka Hannibala Smoke’a, zatytułowana „Cicha apokalipsa. Zrujnowane pałace Dolnego Śląska”. Dwa poprzednie dzieła, w których autor opisał nieistniejące pałace Dolnego Śląska oraz zrujnowane obiekty w stolicy Dolnego Śląska cieszyły się tak dużym zainteresowaniem, że i kolejna książka z pewnością będzie bestsellerem.

  • 2020-05-22 08:28

    Krakowskie wydawnictwo Compass coraz śmielej poczyna sobie na sudeckim rynku wydawniczym i właśnie zaproponowało kolejne wydanie mapy Gór Stołowych. Kolejne, bo to już trzecia  edycja opracowania kartograficznego, obejmującego najpopularniejszy wśród turystów obszar leżący na ziemi kłodzkiej. Postanowiliśmy przyjrzeć się mapie nieco bliżej…

  • 2020-05-15 10:10

    Karkonosze. Spacerownik ilustrowany to w moim zamyśle ksiązka inna niż dotychczasowe przewodniki i albumy fotograficzne poświęcone tym górom. Opisując i ilustrując zdjęciami spacery po karkonoskich szlakach, starałem się pokazać piękno polskich i czeskich Karkonoszy, a także przekazać nieco wskazówek praktycznych. Piszę o miejscach bardzo popularnych i tych mniej znanych, choć równie atrakcyjnych. Od ponad pół wieku jestem nieuleczalnie zakochany w Karkonoszach

  • 2020-05-15 10:08

    Celem niniejszej pracy jest przedstawienie historii wsi Żelazno po 1945 r., a przede wszystkim losów jej mieszkańców, którzy od ponad siedemdziesięciu lat tworzą lokalną społeczność. W literaturze przedmiotu, dotyczącej losów ziemi kłodzkiej oraz jej powojennej historii, nie ma opracowania, które byłoby poświęcone jedynie dziejom tej wsi. Przedmiotem analizy jest okres od wczesnych lat powojennych po transformację ustrojową w 1989 r.

  • 2020-05-15 10:02

    Kolejny numer czasopisma "Sudety" przynosi jak zwykle szereg ciekawych artykułów, które z pewnością zainteresują miłosników Sudetów. Między innymi przeczytać w nim mozna o rytualnym sanatorium w Kudowie-Zdroju, Teplickim Skalnym Mieście, o Theodorze Fontane i jego związkach z Karkonoszami, a także o granitowym sercu Polski i uzdrowisku jak Bad Gastein...

Które z n/w pasm jest Twoim ulubionym?
Sonda
Wizyt:
Dzisiaj: 10396Wszystkich: 5831721

Ruch jednokierunkowy na Śnieżce

2019-07-12 07:46

     Śnieżka, najwyższy szczyt Karkonoszy, jest najpopularniejszym celem wędrówek turystów przybywających w Karkonosze. W letnie, pogodne dni są na niej prawdziwe tłumy, a na szlaku czerwonym prowadzącym na szczyt, robi się często niebezpiecznie z powodu ogromnej liczby zarówno wchodzących na wierzchołek, jak i z niego schodzących.

     W związku z tym, by usprawnić ruch, a przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa na trudnym podejściu, Karkonoski Park Narodowy wprowadza od 15 lipca 2019 roku ruch jednokierunkowy na czerwonym szlaku wiodącym z Domu Śląskiego na Śnieżkę. Ograniczenie będzie obowiązywało do końca sierpnia. Ruch na Drodze Jubileuszowej pozostaje bez zmian, a więc szlakiem niebieskim można wędrować w obu kierunkach.

Waldemar Brygier - NaszeSudety
 

  • Dodaj link do:
  • facebook.com
 

Komentarze

  • Tomek Nawrot2019-07-12 09:04

    Dlatego tak ważne jest propagowanie mniej znanych atrakcji i rejonów Dolnego Śląska, aby częściowo tam kierował się ruch turystyczny.

  • Kamil Ad.2019-07-12 11:18

    Zgadzam się z przedmówcą. Stóg Izerski jest spoko tylko, że słabo karmią, ale za to w Chatce Górzystów można zjeść i to dobrze.
    Ale ze Śnieżką mam takie jakieś mieszane uczucia piękna góra, ale niekiedy myślę że najgorsza turystyczna patologia lgnie do niej, jak mucha do lepu.
    Dlatego w góry chodzę koniec sierpnia-początek września zostają alko studenci na trasie tylko.

  • Paweł Rembarz2019-07-12 18:06

    Panie Tomku, akurat 90% turystów oblegających Królową Sudetów latem, to..."turyści". Oni mają w nosie atrakcje typu Wielka Izerska Łąka, Śnieżnik, Park Krajobrazowy "Chełmy", zapora pilchowicka czy Skalne Grzyby. Dla nich miejsce, gdzie nie wjedzie się samochodem / wyciągiem tuż "pod nos", a później, nie spożyje sutego obiadu, oraz nie obleci straganów z piwem i "pamiątkami regionu", to dla nich miejsce stracone.

  • Renata2019-07-13 09:45

    Wielka szkoda. To jest ukłon w stronę ludzi udających się na Kopę wyciągiem. My przeważnie wchodziliśmy od przełęczy Okraj i schodziliśmy do Kotła Łomniczki. Mam nadzieję że to nie jest zmiana na stałe.

  • Tomek Nawrot2019-07-14 08:19

    "najgorsza turystyczna patologia lgnie do niej" - to dlatego, że idą tam nie tylko turyści, ale również osoby, które raz, dwa razy w roku gdzieś jadą w góry. Na co dzień nie interesują się turystyką, więc nie znają innych, fajnych miejsc. Z jednej strony chciałoby się powiedzieć, że trzeba edukować, że tu dużą rolę do odegrania mają portale turystyczne, z drugiej strony nie czytają ich takie osoby. Może jakaś akcja na miejscu - tam, gdzie przechodzą, np. w punkcie poboru opłat za wejście do Parku rozdawanie ulotek zachęcających do odwiedzania innych miejsc, z adresami stron internetowych o tematyce turystycznej?

    Pawle, i tak, i nie. Jest wyzwanie, trzeba je podjąć i pracować nad nim. Rozwiązanie jest zawsze. Instytucje powołane do tego, jak np. DOT jak widać, nie są w stanie w rozwiązać tego problemu. Są inne atrakcje, gdzie można podjechać samochodem. Fakt, są też oblegane, jak np. Park Miniatur w Kowarach. Gdyby powstało kilka nowych tak licznie odwiedzanych, to i tak nie zmniejszyłoby to ilości wchodzących na Śnieżkę. Ja myślę, że jednak można wiele zdziałać poprzez dotarcie do takich turystów z zachęcającą informacją o innych ciekawych miejscach. Tu pole do popisu mają marketerzy internetowi oraz osoby prowadzące blogi turystyczne. Wiele osób wyszukuje na telefonie informacje będąc już na miejscu - w Szklarskiej lub Karpaczu.

  • Pyrus2019-07-14 08:27

    Nieco skoda, lecz powody wprowadzenia tej decyzji są równie oczywiste, jak termin obowiązywania tej nowości.
    Moje obawy budzi jedynie to, czy respektowanie tych nowych zasad będzie w jakikolwiek sposób kontrolowane przez pracowników KPN. W naturze "turystów" jest przecież pęd do cwaniactwa i łamania wszelkich ograniczeń administracyjnych, n.p. do włażenia na zamykane okresowo szlaki. Nie spotyka się to praktycznie z żadną reakcją ze strony pracowników Parku.
    Uważam, że należałoby wyraźnie podać, co grozi za złamanie zakazu (jeżeli coś grozi). I napisać to wielkimi literami na tablicach. jest szansa, że trafi to choćby do części tych kumatych tłustych przymułów, którzy z piwskiem w ręku zbiegają ze Śnieżki, roztrącając idących pod górę.

    I po prostu egzekwować wprowadzane przez siebie przepisy.

  • Pepa2019-07-14 10:41

    Turisté můžou jít řetězovou cestou jen na Sněžku. Zpátky musí jinudy
    https://www.denik.cz/cestovani/turiste-muzou-jit-retezovou-cestou-jen-na- snezku-zpatky-musi-jinudy-20190714.html

  • Pyrus2019-07-14 11:10

    Dzięki Pepa,
    fajny artykuł z przypomnieniem o aktualnej nieco skomplikowanej sytuacji na szlakach.
    No i niestety: "Turisté nedbají na zákazy"

    A ja pisałem o mało kumatych z piwskiem, tylko coś mi umknęło.

  • Pyrus2019-07-17 10:00

    O dziwo - nowe zasady chyba działają. Tablice o ruchu jednokierunkowym na dole i na górze są duże i solidne, a sama informacja jest podana w trzech językach. Jest spokojniej i bezpieczniej.
    Widziałem nawet patrol straży parkowej pod Śnieżka. Nie wiem, czy wysiedli z auta, czy nie. Ale byli.
    Więc chyba dobra zmiana. Dzięki za pomysł i konsekwencję w jego realizacji.57

  • Silesiophilus2019-07-21 09:49

    Trudno mi pojąć, dlaczego ludzie uznający się za "prawdziwych turystów" odsądzają od czci i wiary innych, którzy z jakichś powodów nie chcą łazić 30 km z plecakiem, a jedynie zrobić sobie górski spacer. To tak, jakby wielbiciel alkoholu twierdził, ze wartościowy jest ten, który od razu wypija całą flaszkę wódki, a nie delektuje się małym piwem. Słowem - to prymitywne. A do tego to obrażanie innych.... A to, że się ludzie tak a tak zachowują - zachowują źle - no cóż, przecież poziom kultury obywateli RP jest niski nie tylko w górach. Jest niski na drogach, na ulicy (wrocławskie ulice i podwórka pod koniec weekendu wyglądają jak po przejściu tornada - wszędzie śmieci), koniec końców - na forach, gdzie werbalne błoto leje się strumieniami (czytam fora czeskie, czasem niemiecki i angielskie - takiego bagna tam nie ma, przy czym pisząc o forach mam na myśli inne, niż niniejsze, Waldek wywiązuje się z roli moderatora). W jednym zgoda - przepisy nieegzekwowane stają się martwe. I jeszcze w jednym zgoda - oferta turystyczna polskich Sudetów in corpore jest dramatycznie uboga w porównaniu z tym, co znajdziemy po południowo-zachodniej stronie gór. O reszcie dolnej części Śląska nie wspomnę, bo to tragedia. Skutek - ruch koncentruje się w kilku miejscach.
    I jeszcze refleksja - jako młody człowiek byłem w latach osiemdziesiątych strażnikiem ochrony przyrody, ale szybko mi się odechciało, bo ktoś wymyślił, że mamy mieć jakieś (społeczne) dyżury w Ogrodzie Botanicznym.... Ja sobie to wyobrażałem inaczej - że jako bardzo (wówczas) aktywny turysta zadziałam czasem na szlaku lub poza nim w imię słusznej idei. Sprawę wypaczono. Zmierzam do tego, że tylu jest aktywistów zatroskanych o środowisko przyrodnicze - może jakoś skanalizować ten ruch społeczny, uczynić go naprawdę (!) pożytecznym.... Ech, chyba bujam w obłokach....

  • Pyrus2019-07-22 13:26

    S. - nikt tu nikogo nie obraża, ani się nie wywyższa. Uważam taką organizację ruchu za wymuszoną, lecz przydatną i zwiększającą bezpieczeństwo.

    Nie wiem, czy jestem prawdziwym turystą, czy nie. Ze względu na swój PESEL i różne dolegliwości, po górach poruszam się wolno i statecznie, a podawane na znakach czasy przejścia muszę mnożyć przez dwa. A kolana i tak mnie bolą jeszcze przez kilka dni po powrocie na niziny. Ale i tak planuje kolejną wyprawę w góry.

    Lubię Karkonosze, bo są miejscem, w którym smak gór ( i wysiłku) mogą poczuć zarówno osoby bardzo sprawne, jak i te niezbyt sprawne. Młodzieńcy w sile wieku, osoby znacznie starsze i dzieci (nawet te w wózkach). Jest tu - co do zasady - wygodnie i bezpiecznie. A każdy ma prawo przeżywać spotkanie z górami w swój indywidualny sposób.
    To działa tak samo, jak udział w Lawinie ze Śnieżki do Samotni - nikt normalny nie ma za złe wysportowanej i fachowej czołówce, która zbiega do Samotni w dwadzieścia minut, podczas gdy zdecydowana reszta uczestników pokonuje ten sam dystans w czasie kilka razy dłuższym. Wszyscy przecież biorą udział w tym samym wydarzeniu. Każdy na swój sposób i stosownie do własnych możliwości.

    Mnie po prostu rażą równo i w górach i nad morzem otyli i wygoleni "osiłkowie" z plastikowymi kubkami z piwskiem i ich równie spasione, ubrane na czarno kobiety ze słuchawkami na uszach i smartfonami w rękach. O dzieciach z torebkami czipsów i butelkami coli nie piszę - bo to nie ich wina. Kiedyś ta cała patologia pozostawała bardziej w ukryciu, a teraz jest w modzie i wydaje się jej, że rządzi. Ale to nadal tylko margines, choć bardzo widoczny, hałaśliwy i trendy. Wszelkie próby edukowania tego towarzystwa uważam za bardzo przydatne.

    Karkonosze są na tyle duże, że pomieszczą wszystkich. I nawet w tych najbardziej zatłoczonych miejscach bywa odludnie, cicho i spokojnie. Tylko trzeba wiedzieć, kiedy tam się znaleźć, aby nieomal w samotności obcować z przyrodą.

  • Silesiophilus2019-07-23 18:00

    "... ta cała patologia..." - i tu jest Hund begraben. Wprawdzie czipsów nie jadam, a ze słuchawek wyrosłem jakieś ćwierć wieku temu, ale brzuszka i innych takich się dorobiłem, zaś fryzurę na zero, zwłaszcza latem, preferują od 1997 roku. Zaliczam się do patologii, czy nie?

  • Pyrus2019-07-23 20:57

    S. - ho ho ho! Nie tak łatwo zostać patologiem... Nie wystarczą posiadanie znamion zewnętrznych przedstawicieli tego typu gatunku. Pies jest pogrzebany znacznie głębiej - w bezmyślnym, choć sprytnym działaniu, absolutnym egoizmie, braku elementarnych zasad tzw. kindersztuby i szacunku dla innych. A nade wszystko - w rozdmuchanym do monstrualnych rozmiarów ego i zwykłym prostactwie i chamstwie. No i w niezwykle ograniczonym zasobie słownictwa, które sprowadza się do używania jedynie kilku słów.
    Sądząc z Twoich wypowiedzi - obawiam się, że nie spełniasz (moich) kryteriów i na przedstawiciela patologii się nie nadajesz.

    Co w niczym nie zmienia faktu, że także i patologia ma prawo przebywać w górach i przeżywać na swój sposób spotkanie z Naturą. Górom to nie zaszkodzi - są wystarczająco pojemne i odporne. Mnie niedawno zadziwił gdzieś na szlaku widok typowego osiłka z puszką piwa w jednej ręce i z kartonem pizzy w drugiej ręce. Co jakiś czas zatrzymywał się, odrywał świeży kawałek cieplusiej pizzy, wyciągał z plastikowej reklamówki nową puszkę piwa i głośno pobekując dziarsko ruszał pod górę. A może to nie był przejaw patologii, tylko happening artystyczny. Sam już nie wiem.

  • Silesiophilus2019-07-24 19:13

    Ufff, kamień z serca....

  • Tomek Nawrot2019-07-26 10:26

    "oferta turystyczna polskich Sudetów in corpore jest dramatycznie uboga w porównaniu z tym, co znajdziemy po południowo-zachodniej stronie gór" Z tym dramatycznie to nie jest przesada? W ostatnich 3 latach miałem około 100 wyjazdów po Dolnym Śląsku, w większości w Sudety i jego pogórze, z wyłączeniem ziemi kłodzkiej na południe od Kłodzka - a tam jest przecież sporo fajnych miejsc do odwiedzenia. Zostały mi jeszcze też miejsca w okolicach Świeradowa Zdroju, w Górach Wałbrzyskich, na Pogórzu Kaczawskim, gdzie powstały ostatnio nowe atrakcje. Zostało mi wiele miejsc do odwiedzenia rowerem w Karkonoszach i Górach Izerskich. Skąd więc Twoja negatywna ocena oferty turystycznej na terenie Sudetów?

    "O reszcie dolnej części Śląska nie wspomnę, bo to tragedia." Naprawdę tragedia? Wrocław ma mało atrakcji? Pięknie odnowione jest centrum Strzegomia, można wchodzić na wyremontowaną wieżę ratusza. Odbudowana wieża ratusza w Świdnicy, z której można podziwiać widoki, niedawno odnowiony ładny Park Centralny, Muzeum Cukrownictwa z bogatymi zbiorami. Odnowiony park, budynek pałacu i budynki przypałacowe w Brzegu Dolnym. Park z wieloma modelami dinozaurów w skali 1:1 w Lubinie. Zamek i odnowione zabytki Legnicy. Wielki, udostępniony do zwiedzania zabytkowy młyn w Dzierżoniowie z oryginalnymi urządzeniami. Odnawiany zamek i folwark z bogatymi zbiorami zabytków rolnictwa, m.in. traktory, przedwojenny Ford, lokomobila, dawne maszyny rolnicze. Muzeum Kolejnictwa w Jaworzynie. Stawy Milickie. W tym roku oddana do użytku trasa spacerowa z wieloma tablicami edukacyjnymi, ławkami, oświetleniem na Wzgórzu Winnym w Trzebnicy. Trwałe ruiny i park w Żmigrodzie. Klasztor pocysterski w Lubiążu. Muzeum Powozów w Galowicach z bardzo bogatym zbiorem. Odbudowana wieża ratusza w Strzelinie, na którą można wchodzić. Odbudowana wieża ratusza w Głogowie, z której można podziwiać domy o udanej stylizacji zabytkowej - bardzo udany projekt odbudowy centrum miasta. Tę listę można kontynuować. Wiele miejsc owszem mało znanych, ale jeśli się poczyta, poszuka, to się znajdzie. Dużo miejsc odkrywam podczas jeżdżenia. Jadę do określonego celu, a po drodze odkrywam nowe rzeczy.

  • Joanna Karecka2019-07-26 15:32

    To co piszecie ma 2 oblicza. Bo z jednej strony góry są dla wszystkich. I denerwuje mnie jak czytam w jakimś blogu osoby która zdobywa KGP lub idzie GSS czy GSB o "stonce" na szlakach. To jest dopiero egoizm i mania wielkości takiej osoby. Bo każdy ma prawo wejść np. na Śnieżnik w wolną sobotę, a nie każdy ma ochotę, czas, zdrowie i pieniądze na 3-tygodniową wyprawę. A osoby które tak czynią nie są lepszymi turystami, chociaż większości z nich tak się wydaje. A że trafiają się tzw buraki na szlakach? Trafiają się wszędzie- na ulicy, w kinie, sklepie, w bloku obok nas. Ja uważam że na prostactwo i prymitywizm nie ma rady, trzeba ich traktować jak muchę czy komara i robić swoje.

  • Tomek Nawrot2019-07-28 21:30

    Zgadzam się Joanno.

  • Silesiohilus2019-07-28 23:59

    "...trzeba ich traktować jak muchę czy komara...". Hmm, tzn. zabijać? Bo ja jedne i drugie, jak atakują, zabijam i chyba nie jestem w tym odosobniony. Czy to więc aby nie jest mowa nienawiści (wedle współczesnej - nomem omen - nowomowy), albo... nawoływanie do przestępstwa?
    A tak serio: trzeba zwracać uwagę na niewłaściwe zachowanie (a nie chować głowę w piasek). Ja dziś wyraziłem swoją dezaprobatę wobec faktu, ze w restauracji w pewnej czeskiej wioseczce biegały trzy psy jak święte krowy. Najpierw mnie zignorowano, ale po jakichś 5 minutach kelnerka i właściciele doszli do wniosku, że może jednak restauracja nie jest miejscem dla psów... Zabrakło może jeszcze jakiegoś "przepraszam", no ale podobno nie można mieć zbyt wiele dobrego na raz. Brak reakcji oznacza przyzwolenie!

  • Pyrus2019-07-29 16:55

    "Oferta turystyczna" jest taka, jaka jest. My - korzystający z tej oferty, nie mamy większego wpływu na jej kształt i bogactwo (?).
    Ale jest. I każdy może z tej oferty wybrać sobie to, co mu pasuje. Tłumy pędziły, pędzą i będą pędzić na Śnieżkę. Najwyższą i stosunkowo łatwą górę w okolicy. I - poza skrajnymi wypadkami - nie widzę nic złego w tym, że w tłumach tych są także przedstawiciele patologii. Przynajmniej nie ma ich gdzie indziej. Każdy z nas zna prawdopodobnie miejsca położone nieco na boku głównych szlaków, w których nawet w środku wakacji i sezonu urlopowego jest cicho i spokojnie, a nawet odludnie.
    Góry Sowie, Góry Kaczawskie - prawie nikt nie wie o ich istnieniu. Nie pojadę więcej w zadeptane
    Bieszczady, bo mam bliżej w odludne Izery z ich rozgwieżdżonym niebem. "Oferta" w Izerach jest całkiem inna po obu stronach granicy. I to mnie cieszy i staram się z tego korzystać. Czy inni też muszą? Czy trzeba ich edukować i pouczać, że istnieje coś innego niż konieczność wlezienia na Śnieżkę i zrobienia tam selfie puszczanego natychmiast na cały świat? Nie wydaje mi się to ani możliwe, ani celowe.

    A Dolny Śląsk oferuje mnóstwo atrakcji. Wystarczy z nich korzystać. Ja prostak z Poznania nie zdawałem sobie kiedyś sprawy z tego, jak cudownie akustyczna jest sala Filharmonii Dolnośląskiej w Jeleniej Górze. I z tego, jak wspaniała i wyczulona jest publiczność zasiadająca na koncertach w tym miejscu. O niezwykłym repertuarze nie wspominając. Przeżyciem jest dla mnie i mojej Żony wyjazd na kilka dni do Cieplic, kawa w parku Norweskim albo nad Stawami Przygodzickimi, bliskie spotkania z wiewiórkami i udział w wieczornym koncercie w Jeleniej Górze.
    Albo tygodniowy pobyt w "Janie Kazimierzu" w naszych ukochanych Dusznikach. Lekko zapyziałych i dekadenckich, lecz z parkiem przepełnionym muzyką Szopena. Z przedpołudniowym lub wieczornym drinkiem na drewnianym mostku nad Bystrzycą Dusznicką. No i z fontanną.
    I ze świadomością tego, że w pobliskiej Polanicy jest prawdopodobnie gwarno, tłumnie i hałaśliwie.

    Co kto lubi. Dla każdego starczy atrakcji Dolnego Śląska, a zwłaszcza Sudetów. I nie widzę potrzeby wzbogacania istniejącej oferty jakimikolwiek jarmarcznymi atrakcjami.

  • Silesiophilus2019-07-29 22:54

    Śląsk (nie lubię dzielenia go na Dolny i Górny, zwłaszcza, ze i tak większość ludzi nie wie, jak ten podział przebiega, a raczej przebiegał, bo dziś go nie ma) ma wiele atrakcji..., ma też za sobą ponad 70 lat nieprawdopodobnej dewastacji i mi trudno przejść nad tym do porządku, tym bardziej, że doskonale wiem, jak to wygląda po południowo-zachodniej stronie Sudetów (o czym niżej pisałem). Za dobrze też wiem - z racji profesji - ile zburzono, zdewastowano, ile zmarnowano, ile niszczeje, by zachwycać się tymi przetrwałymi (często w postaci jakichś parazabytków spreparowanych w cepeliowskim duchu) reliktami dawnej śląskiej kultury artystycznej, choć nie tylko takiej. To jedno. Drugie, to forma gospodarowania tym dobrem (inni nazywają to atrakcjami turystycznymi) - uboga, siermiężna. Wystarczy spojrzeć na taką Sobótkę, na to, czym i jaka była przed 1945 rokiem, a jaka (nędzna, ponura, zaniedbana) jest dziś. A mogła być weekendowym salonem Wrocławia, lub jakoś tak... Można by o tym książkę napisać (odkładam ją już od jakich 20 lat..., nie ją jedną...).
    "Jarmarczne atrakcje" - wolałbym już te jarmarczne, niż Wleń anno domini MMXIX, jaki ujrzałem po prawie 20 latach kilka tygodni temu.... Płakać się chce. Takie miasteczko mogło by być perełka, a jest... tu się ocenzuruję. Proszę sprawdzić. To samo Bierutów, Złoty Stok, Chełmsko Śląskie czy... A co do jarmarcznych atrakcji - apogeum dziadostwa to to, co można ujrzeć na Grodźcu (przynajmniej 3-4 lata temu), poza samym zamkiem rzecz jasna. I jeszcze drobiazg albo kamyczek do ogródka - byłem niedawno po 20 latach na zamku Cisy, most do niego wiodący nie istnieje, szlaki - poniszczone (prywatna łąka), a obok miasto ongiś wojewódzkie, żaden koniec świata... obok "słynny" Książ... Tu nie chodzi o jarmarczne atrakcje, ale o standardy cywilizowanego świata, od którego dzieli nas coraz większa przepaść... wbrew pozorom epoki internetu i czegoś tam.

  • Tomek Nawrot2019-07-30 10:42

    Co do Gór Sowich to jest jeden wyjątek - Wielka Sowa. W dni wolne od pracy, na niej i szlakach prowadzących z Przełęczy Walimskiej i Sokolej, są tłumy. Ale w innych miejscach G.S. jest spokój. Podobnie, jak w Górach Kaczawskich. Warto przy tym wspomnieć, że ostatnio w G.K. i ich pogórzu powstało 5 miejsc z single trackami, wieża widokowa na Dłużku koło Wojcieszowa, wieża na Zawodnej przy miejscowości Gozdno koło Świerzawy, szlak geologiczny Spacer po dnie morza kredowego w miejscowości Czaple koło Pielgrzymki.

    Wzbogacanie oferty turystycznej na Dolnym Śląsku moim zdaniem jest mile widziane. To obszar znacznie większy niż polskie Tatry, w których nasycenie turystów względem wielkości terenu jest bardzo duże, za duże. Poza najczęściej odwiedzanymi miejscowościami: Szklarska, Karpacz, Kudowa, Polanica, Świeradów, zwiększenie ruchu turystycznego dzięki nowym atrakcjom nie doprowadzi raczej do nadmiernego wzrostu ilości turystów.

  • Tomek Nawrot2019-07-31 10:32

    Silesiophilus, w jakim sensie nie ma podziału na Dolny i Górny Śląsk? Jeśli nie ma podziału, to dalej idąc tym tokiem rozumowania, nie ma Twoim zdaniem czegoś takiego jak Dolny Śląsk. Czy według Ciebie to nazwa umowna, nie zasługująca na traktowanie jej jako nazwy własnej? W jednym ze swoich wpisów o Ziemi Kłodzkiej napisałeś: "Nie wiem wszakże, dlaczego Ziemia Kłodzka (nie ziemia kłodzka) nie jest nazwa współczesną, wciąż jest przecież w powszechnym użyciu." Uznajesz, że Ziemia Kłodzka zasługuje na to, by być nazwą współczesną (z czym też się zgadzam), a nie dajesz tego przywileju Dolnemu Śląskowi, która ta nazwa jest znacznie bardziej popularna i utrwalona w świadomości ludzi niż Ziemia Kłodzka. Gdzie tu więc spójność i logika?

    "ma też za sobą ponad 70 lat nieprawdopodobnej dewastacji i mi trudno przejść nad tym do porządku". Czy masz, miałeś wpływ na to? Ja też nie i to, co najbardziej rozsądne moim zdaniem, to zaakceptowanie tego. Niemniej od 30 lat mamy lepszy klimat dla zabytków i powstawania atrakcji turystycznych. Co do pierwszych owszem, popełniono dużo błędów, sprzedając np. pałace wymagające pilnego remontu osobom, które nie miały na to pieniędzy lub takim ludziom, którzy celowo je podpalali, aby wyłudzić odszkodowanie w ramach ubezpieczenia. Niemniej też trzeba zauważyć, że wiele zabytków, centrów miast, w tym zabytkowych, zostało wyremontowane. Dlaczego patrzysz więc na sprawę jednostronnie, pesymistycznie? Owszem, można byłoby więcej. Skąd na to kasa? Czy masz realny pomysł na to, aby odmienić np. oblicze Sobótki i wielu innych miejsc, które warto byłoby odnowić i upiększyć? Masz pomysł na zdobycie kasy na to? Osobiście np. przyznam, że współczesny Wrocław, z nielicznymi wyjątkami, nie podoba mi się. Za to bardzo podoba mi się to, co widzę na przedwojennych zdjęciach Wrocławia. To było naprawdę piękne miasto. No ale co na to poradzić? Jeżdżę w inne miejsca, gdzie mogę zaspokoić swoje poczucie piękna i estetyki.

    Piszesz negatywnie o Wleniu. Zgadzam się co do miasta. .Jednak dlaczego nie napiszesz przy okazji o jednym z najstarszych lub najstarszym (różnie się pisze) polskim zamku, który znajduje się na wzgórzu przy mieście i z którego wieży to miasto wygląda znacznie ładniej? Niedawno został zakończony jego remont. Obok zamku jest w znacznym stopniu odnowiony pałac. Więc jednak coś się robi. Chyba nie jest aż tak tragicznie, nieprawdaż? Więcej optymizmu ;)

    "byłem niedawno po 20 latach na zamku Cisy...ale o standardy cywilizowanego świata" - Może dotarłeś tam pieszo i nie widziałeś drogi, która w ubiegłym roku została utwardzona. Można dojechać nią do zamku samochodem, bez obawy o zerwanie zawieszenia i utaplania go błotem. A to zdaje się przykład standardu cywilizacyjnego.

  • Pyrus2019-07-31 13:17

    Staram się myśleć pozytywnie, choć nie zawsze mi się to udaje. I na każdym kroku spotykam się na Dolnym Śląsku z przejawami mądrego planowania, zwykłej konsekwencji i uporu w działania. A czasami - po prostu pasji.
    Z drugiej strony - jest mnóstwo przykładów głupoty, marnotrawstwa i zwykłego oportunizmu. Wiele zmarnowanych pomysłów i nieprzemyślanego rzucania się z motyką na Słońce.
    Ale ja tego nie zmienię. Myślę, że lepiej jest widzieć tę jaśniejszą stronę tego malutkiego kawałka świata, o którym tu piszemy.

    Wymiana postów rozpoczęła się od informacji o czasowym wprowadzeniu nowej i - jak dla mnie intuicyjnej - organizacji ruchu w rejonie Śnieżki. Pomysł nie był nowy, choć sam nie wierzyłem w to, że kiedykolwiek zostanie zrealizowany. A jednak - chyba się udało i to działa.
    Porównajcie to sobie z odwieczną i bezowocną dyskusją na temat wprowadzenia ruchu jednokierunkowego na CAŁEJ Orlej Perci albo na temat uczynienia z jej trudniejszej części bezpiecznej via ferrata. Nie sądzę, aby w Małopolsce udało się zrealizować którykolwiek z tych pomysłów. Chyba, że - odpukać - wydarzy się widowiskowa tragedia w większych rozmiarach i miejscowi decydenci będą się prześcigać w natychmiastowym udrożnieniu i zabezpieczeniu Orlej Perci.
    Zachodnia część kraju funkcjonuje zupełnie inaczej ( i nie chodzi mi o politykę). Pewnie, że mogłoby być jeszcze lepiej. ja jestem optymistą.

  • Silesiophilus2019-07-31 13:39

    Oczekiwanie od kogoś, komu obcięto jedną rękę a drugą poturbowano, że będzie klaskał z radości, bo zostawiono mu nogi... - proszę bardzo. Mnie, póki co, boli i tylko czasem udaje mi się o tym kulturowym cierpieniu zapomnieć. Może gdybym znienił profesję.... choć wątpię, by to było panaceum (profesja nie wzięla się z niczego).
    I jeszcze jedno - dla mnie punktem odniesienia dla Śląska nie jest wschód RP, ale pozostałe kraje Korony Czeskiej, zatem Czechy, Morawy i Łużyce. Nie bardzo chce mi się wyjasniać dlaczego tak jest, bo nie miejsce tu na to. Szklanka do połowy napełniona wodą wśród szklanek pustych lub prawie pustych wygląda nieźle, ale wśród pełnych lub prawie pełnych....

  • Tomek Nawrot2019-08-01 10:31

    "Myślę, że lepiej jest widzieć tę jaśniejszą stronę tego malutkiego kawałka świata, o którym tu piszemy." - to jest warte wyróżnienia, takie podejście również ja preferuję.
    Silesiophilusie, w jakimś stopniu rozumiem Twoje emocje, które określiłeś jako kulturowe cierpienie. Gdy widzę zrujnowane pałace, też mi się one udzielają. Co do Śląska i Dolnego Śląska, czy dobrze rozumiem, że chodzi Ci o ujęcie historyczne? Dla mnie Dolny Śląsk to mniej więcej województwo dolnośląskie. I teraz jest taka kwestia, że przedstawiliśmy własny punkt widzenia - np. użyłeś "sformułowania dla mnie punktem odniesienia". Mając wzgląd na Twoją profesję chcę zapytać, czy znane Ci są jakieś wyznaczniki, jakaś reguła, która jasno dawałaby odpowiedź na pytanie, jak współcześnie określać nazwy rejonów, krain naszego kraju? Czy przede wszystkim trzeba mieć wzgląd na uwarunkowania historyczne, czy bardziej liczy się współczesność, czy jasno określony mix tych uwarunkowań?

Komentarz
Facebook