Mapy, przewodniki
Wyszukiwarka
Kalendarz imprez
Subskrypcja

Nowe wydawnictwa
  • 2018-11-04 07:32

     "Miasta Dolnego Śląska na fotografii lotniczej” – ten wybór fotografii ponad 50. miast dolnośląskich, wykonanych przez Stanisława Klimka, zestawiony został z fotografiami lotniczymi sprzed II wojny światowej ze zbiorów Instytutu Herdera w Marburgu (współwydawcy albumu). Książka, mamy nadzieję, będzie sporą atrakcją...

  • 2018-10-24 08:03

    Historię wsi leżących nad rzeką Desną w Jesionikach przedstawia nowa publikacja wydawnictwa Veduta, zatytułowana „Podesní na Šumpersku”. Jest to zbiór starych pocztówek i fotografii z kolekcji historyka Zdeňka Doubravskiego oraz kolekcjonera Petra Možnego

  • 2018-10-22 22:50

    Mapa turystyczna dwustronna w skali 1:60000 obejmująca swym zasięgiem obszar Sudetów Wschodnich Na mapie znalazły się takie miejscowości jak Kłodzko, Międzylesie, Krnov, Jesenik, Prudnik, Głuchołazy, Otmuchów, Paczków, Bruntal. Na mapie zaznaczono m.in. kościoły, zabytki, obiekty sportowe, atrakcje turystyczne, wyciągi narciarskie . Podano aktualne przebiegi szlaków pieszych i rowerowych i narciarskich

  • 2018-10-09 07:32

    Dość długo nie mieliśmy przewodnika po Rudawach Janowickich, wreszcie jest... Co prawda daleko mu do porządnego opracowania, które mogłoby zadowolić krajoznawców, ale dla turystów, którzy nie potrzebują szczegółowego opisu historycznego i krajoznawczego, powinien w zupełności wystarczyć. Wydawnictwo Plan wydało ilustrowany przewodnik turystyczny po Rudawach Janowickich z krótkim opisem miejscowości i najważniejszych atrakcji

  • 2018-09-19 07:14

    “Ten dom ma tajemnicę. Skarby i sekrety Dolnego Śląska” to już siódmy tom przewodników innych niż wszystkie. Tym razem autorka poprowadzi Was szlakiem zamków i pałaców, w których rozegrały się mroczne wydarzenia, zaprosi na wspólnie poszukiwanie zaginionych kolekcji, opowie nie tylko o skarbach, ale i o do dziś niewyjaśnionych zbrodniach. Wśród bohaterów tej książki odnajdziecie m.in. rosyjską kochankę właściciela zamku Czocha, czy zamordowaną przez wuja młodą milionerkę z Wlenia...

Wizyt:
Dzisiaj: 85Wszystkich: 3009208

Szacowny staruszek wszedł w nowy sezon z przytupem

Fot. Łukasz Giza
Fot. Łukasz Giza
2018-11-02 16:46

     Już wkrótce Teatr Muzyczny Capitol będzie świętował swoje 90. urodziny! Spoglądając na nowoczesną bryłę budynku teatru, nie od razu domyślimy się, że jego mury skrywają prawdziwą perełkę: salę dawnego kinoteatru z końca lat dwudziestych XX wieku. Był to ówcześnie ulubiony kinoteatr wrocławian – najnowocześniejszy i najlepiej oświetlony. Szczycono się, że ten filmowy pałac oświetlało 15 tysięcy żarówek, czyli ponad dwa razy więcej niż operę w Berlinie, w której zamontowano 6 tysięcy żarówek. Prąd dostarczany na potrzeby Capitolu mógłby zaspokoić potrzeby dwudziestotysięcznego miasteczka. Niechaj nikogo nie dziwi ten rozmach – wszak obiekt był wizytówką szalonych lat dwudziestych. A słowo wstępne z okazji rozpoczęcia działalności wrocławskiego kinoteatru napisał dr Licht (po niemiecku „Licht” oznacza „światło”), który stwierdził m.in.: 

          „Jest ozdobą naszego Wrocławia,
          Służy i kulturze, i rozrywce,
          Niczym cudowny eliksir sprawia,
          Że kwitną nam w duszy cnoty wszystkie”.

     Przygotowania do budowy Capitolu zakończyły się w kwietniu 1928 roku. Planowano, że w grudniu 1928 roku teatr zostanie otwarty. Niestety, z powodu ostrej zimy okazało się to niemożliwe, mimo że w ostatnim okresie budowy kilkaset osób pracowało na dwie zmiany. Obiekt został otwarty 20 lutego 1929 roku o  godz. 20:00 i z miejsca oczarował publiczność. Czerwone fotele i dywany, oświetlone kolorowymi reflektorami wnętrza w kolorach srebra i złota sprawiały wrażenie bajkowego pałacu i przenosiły widzów do świata iluzji.
 


Zabudowa i ciągi komunikacyjne dawnego Wrocławia wyglądały nieco inaczej. Dawna Gartenstraße tętniła życiem. Na pierwszym planie widoczny jest Teatr Liebicha (nie istnieje), nieco dalej – charakterystyczny, pionowy neon dawnego Capitolu. Wydawać by się mogło, że obiekty te były położone były daleko od siebie. W rzeczywistości Teatr Liebicha, w którym w 1945 roku otwarto Teatr Popularny, znajdował się nieopodal – w miejscu, gdzie stoi dzisiaj hotel Scandic. 
 

     Od samego początku inwestycja była oczkiem w głowie renomowanego miejscowego koncernu filmowo-teatralnego Schauburg AG, do którego należały również cztery inne obiekty teatralno-muzyczne we Wrocławiu: Welt-Bühne przy ul. Friedrich-Wilhelm-Straße 35 (dzisiejsza ul. Legnicka; nie istnieje), Astoria-Palast przy Fürstenstr. 32 (współczesna ul. Grunwaldzka; nie istnieje), Palast-Theater przy Neue Schweidnitzer Str. 16 (obecnie ul. Świdnicka 44; w miejscu tym stoi budynek Dolnośląskiego Centrum Filmowego) i Kammer-Lichtspiele przy Schweidnitzerstr 31 (ul. Świdnicka 28; dzisiejsza scena kameralna Teatru Polskiego).

     Projekt Capitolu wykonał znany berliński architekt Bauhausu Friedrich Lipp, autor projektu kina Atrium w stolicy Niemiec (zniszczone podczas II wojny światowej kino mogło pomieścić 2 025 widzów). Z Berlina pochodziła też firma Atelier Fricke – Berlin Wilmersdorf, której dziełem są dekoracje malarskie i złocenia ścian w stylu art déco, oraz firma wykonująca urządzenia sceniczne umożliwiające mechaniczne lub ręczne uruchamianie zasłon, kurtyn, elementów scenografii i reflektorów. Natomiast wykonawcą prac budowlanych były firmy miejscowe. Prace budowlane nadzorował Alvin Wedemann, a Gustav Wolf (architekt znany z projektów osiedli-ogrodów: Karłowic, Księża Małego oraz wzorcowego osiedla modernistycznego WuWA) pomagał przy technicznym wyposażeniu kinoteatru.

     Gmach przystosowany był nie tylko do pokazów filmowych, ale również do występów teatralnych, wystawiania spektakli operetkowych, rewii i varieté. Zgodnie z ówczesnymi trendami kinoteatr posiadał dość duży ekran (48 m²), orkiestron dla ok. pięćdziesięciu muzyków oraz własne, niewidoczne dla publiczności, 800-piszczałkowe organy koncertowe o wysokości dwóch pięter z pulpitem do efektów świetlnych. Te specjalne organy kinowe, jedne ze stu dwudziestu, jakie w ogóle wyprodukowano, nazywano od nazwisk ich twórców  Oskalyd-Orgel (dr Oscar Walcker i dr Hans Lüdtke). Nie wchodząc w szczegóły techniczne, można je określić jako „orkiestrę w jednym instrumencie”, świetnie bowiem łączyły myśl techniczną z ogromnymi możliwościami artystycznymi. Obok typowych rejestrów organy mogły naśladować saksofon, obój, ksylofon oraz odgłosy natury, posiadały nawet „vox humana”, czyli dźwięki przypominające głosy ludzkie.

     Możliwości tych „najnowocześniejszych organów kontynentu” zaprezentował w dniu otwarcia kinoteatru sam ich współtwórca – dr Hans Lüdtke z Berlina. I był to najzabawniejszy punkt bogatego programu sceniczno-muzycznego, z entuzjazmem przyjętego przez publiczność. Ponadto kilka arii zaśpiewał Max Kaplick – baryton z Metropolitan Opery. Na scenie zatańczyła Elisabeth Grube – primabalerina berlińskiej opery oraz najsłynniejsza para tancerzy opery państwowej Budapesztu: Nàdasy-Baum, a oprawę muzyczną zapewniła orkiestra symfoniczna Capitolu pod batutą Paula Ednura-Runde, który wcześniej pracował jako dyrygent w berlińskich kinoteatrach Ufa-Palast i Universum. 

     Również pulpit kapelmistrza (dzisiejsza konsola akustyczna) wyglądał imponująco: posiadał dwa aparaty telefoniczne, zegar elektryczny tarczę numerową do połączeń wewnętrznych i cały rząd sygnalizatorów świetlnych. Wystarczyło nacisnąć odpowiedni przycisk, by wysłać informację, że projekcja może się rozpocząć, że należy przyśpieszyć, zwolnić, ustawić ostrość itp. Po wysłaniu sygnału zapalała się lampka kontrolna potwierdzająca, że wiadomość dotarła i że technik podejmie sugerowane działanie. Przestronna kabina projekcyjna została zbudowana z ognioodpornego żelazobetonu. Obok trzech aparatów projekcyjnych pozostawiono miejsce na aparat do filmu dźwiękowego, który, jak podawali reporterzy prasowi, miał być wkrótce zainstalowany.

     Na otwarcie Capitolu przybyła cała śmietanka towarzyska z władzami miasta na czele. Po bogatym programie scenicznym pokazano dramat górski Der Kampf um Matterhorn (Walka o Matterhorn, w przedwojennej Polsce był wyświetlany pod tytułem Walka o Złoty Róg). Recenzje po premierowej projekcji były bardzo pozytywne. Pisano, że pierwszy film w nowym kinie okazał się godny otoczenia i że żadne słowa uznania nie będą przesadą. Szczególnie chwalono zdjęcia zrealizowane w dość trudnych warunkach górskich. Film opowiada o zaciętej rywalizacji podczas pierwszego wejścia na Matterhorn, najwyższy szczytu Szwajcarii (4478 m n.p.m). Miało to miejsce w 1865 roku, o palmę pierwszeństwa walczyli Włoch Jean-Antoine Carrel i Anglik Edward Whymper. Historia współzawodnictwa stała się bardzo popularna, dlatego 10 lat później Luis Trenker, reżyser, pisarz i aktor, który grał w Walce o Matterhorn jedną z głównych, nakręcił film dźwiękowy Der Berg ruft! (Góra wzywa!) o zdobywaniu szczytu w Alpach Pennińskich.

     Zainteresowanie wrocławską premierą było ogromne. W „Breslauer Zeitung” informowano o straszliwym tłoku i proszono widzów o wybieranie seansów popołudniowych (sala mogła pomieścić 1200 osób). Kolejnym filmem pokazywanym w Capitolu był film Wiktora Turjanskiego Wolga Wolga (Wołga, Wołga). Przed projekcją gościł na scenie trzydziestoosobowy ukraiński chór narodowy, a w przerwach na organach grał E. Bulgarin. Kolejne premiery filmowe – Angst – Die schwache Stunde einer Frau (Kobieca godzina słabości) według noweli Stefana Zweiga, Der Zarewitsch (Carewicz), Die Büchse der Pandora (Puszka Pandory) na podstawie adaptacji Franka Wedekinda oraz Liebe im Kuhstall (Miłość w stajni) z udziałem rewii skandynawskiej – świadczyły o tym, że ówczesna publiczność preferowała tematykę bohatersko-miłosną.
 


Okazale prezentowała się fasada przedwojennego Capitolu z 25-metrowym frontem ciągnącym się przez pięć pięter. Wykonana została z płytek kilońskich (Kieler Kunst-Keramik AG). Płytki z glazurą złoconą amalgamatem wyprodukowane zostały specjalnie dla potrzeb Capitolu. Złocenia miały być bowiem trwałe i odporne na zmiany pogody. Do tego pionowe kolorowe rury jarzeniowe podkreślające wertykalność budynku i podświetlana nazwa kinoteatru. Kontury na fasadzie były bladoróżowe, litery niebieskie w czerwonej obramówce, a tablica z programem świeciła się na niebiesko.
 

     Capitol szybko otrzymał miano wiodącego pałacu filmowego we wschodnich Niemczech, dlatego wiele filmów miało swoją premierę właśnie we Wrocławiu. Premierowe seanse wiązały się z bogatym programem towarzyszącym, np. pokazami rewii, koncertami organowymi czy spotkaniami z gwiazdami (np. z Evelyn Holt), co zwiększało popularność kinoteatru. 

     Do 1945 roku we Wrocławiu funkcjonowało 37 kin. Większość z nich nie przetrwała II wojny światowej. Capitol miał szczęście: zniszczony został jedynie budynek frontowy od strony ul. Piłsudskiego (dawniej Gartenstraße), zachowały się natomiast przeznaczony na biura i magazyny budynek południowy od strony ul. Wojciecha Bogusławskiego i budynek środkowy z salą główną. Obiekt z dobudowaną halą wejściową przemianowano na Śląsk i uruchomiono w nim kino. Inauguracja odbyła się 1 stycznia 1946 roku. Wyświetlono wówczas angielski film "Srebrna flota". W 1964 roku kino Śląsk stało się również siedzibą Operetki Dolnośląskiej, która działała od 1955 roku, ale nie miała własnego lokum (korzystała ze sceny Opery Wrocławskiej).

     Obecna bryła obiektu wyłoniona została w 2005 roku w konkursie architektonicznym na „Projekt rozbudowy Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu”, którego laureatem została  pracownia architektoniczna „KKM Kozień Architekci” z Krakowa, a architekt Anna Morasiewicz  z Wrocławia  została zaproszona do współpracy w zakresie rewaloryzacji ocalałej ze zniszczeń wojennych części zabytkowej. Uwagę zwracają lizeny podświetlane na różne kolory diodami LED oraz wewnętrzny dziedziniec, który jest miejscem spotkań, warsztatów oraz potańcówek organizowanych przez Capitol. Fasady kamieniczek wrocławskich oraz Zielony Taras na pierwszym piętrze nadają dziedzińcowi wyjątkowego charakteru.
 


Architekt Anna Morasiewicz wykonała projekt rewaloryzacji historycznej części obiektu z niezwykłą pieczołowitością.
Dzięki niej Capitol posiada obecnie najpiękniejsze wnętrze ekspresjonistyczne w Polsce
 

     Powiększono w głąb scenę w sali głównej wyposażając ją w cztery ruchome zapadnie, scenę obrotową i opuszczaną fosę orkiestry. Stworzono Scenę Ciśnień przeznaczoną na spektakle kameralne, obiekt otrzymał też nowoczesne sale prób. Złoto-srebrne ściany i sufity części historycznej, pokryte wielobarwnymi laserunkami, dzięki odpowiedniemu oświetleniu całości sprawiły, że wnętrze znów przypomina bajkowy pałac. Architekt Anna Morasiewicz, która przygotowała również projekt rewaloryzacji wnętrz Opery Wrocławskiej, zadbała o najdrobniejsze szczegóły. Przewidziane w projekcie efekty ekspresjonistycznego wystroju wnętrz Capitolu uzyskane zostały dzięki pracom konserwatorskim, w tym odtworzeniowym, na które zdecydowano się z powodu znacznych zniszczeń i przeróbek pierwotnego wystroju. Wykonano wielkopłaszczyznowe złocenia płatkami szlagmetalu oraz srebrzenia płatkami aluminium z  odpowiednim, trwałym, odpornym na  ścieranie i zadrapania zabezpieczeniem powierzchni oraz wielobarwne laserunki nakładane metodą natryskową na metalizowane powierzchnie. Przeprowadzono konserwację i konstrukcyjne wzmocnienie zachowanych elementów z lastrico (terazzo), wybudowano schody w nożycowej klatce schodowe, wykonano okładziny ścian i posadzek z  polerowanego lastrico z wkładkami mosiężnymi, wykonano konserwację zachowanej gabloty przeszklonej w  stylu art déco i odtworzono pozostałe gabloty oraz bufet w tym samym stylu.

     Ponadto zakonserwowano zachowane elementy kute – balustrady, kraty, okucia i przystosowano je do obowiązujących przepisów i norm. W foyer odtworzono witraże z modernistyczną, wielobarwną, geometryczną kompozycją, przywrócono wykładziny z motywem nawiązującym stylistycznie do wystroju wnętrz (zostały wykonane na indywidualne zamówienie we Francji), na widowni zakonserwowano i uzupełniono oryginalne oprawy oświetleniowe ze szkła giętego z oryginalnym, ciętym wzorem w obudowie niklowanej. W elewacji części historycznej przeprowadzono konserwację starych elementów i odtworzono elementy barwione w masie tynków. W trakcie prac zakonserwowano i uzupełniono zachowane detale i elementy architektoniczne charakterystyczne dla Capitolu, przywrócono elementy niklowane w  projektowanych oprawach oświetleniowych kuluarów i foyer oraz stolarkach drzwiowych. 

     Teatr Muzyczny Capitol to nazwa obiektu, która obowiązuje od 2004 roku. Inicjatorem przywrócenia Capitolowi przedwojennego wyglądu był Wojciech Kościelniak, ówczesny dyrektor teatru, a jego dzieło kontynuuje Konrad Imiela. Ciekawy repertuar, wysoki poziom spektakli, organizowane przez Capitol wydarzenia kulturalne (m.in. Przegląd Piosenki Aktorskiej) i występy gościnne przyciągają widzów z całego regionu. Dyrekcja instytucji nie boi się nowych wyzwań – znakiem rozpoznawczym Capitolu stały się musicalowe inscenizacje słynnych dzieł literackich. Są wśród nich m.in. „Idiota”, „Makbet” „Dzieje grzechu”, „Mistrz i Małgorzata”, „Trzej muszkieterowie”, „Frankenstein” oraz najnowszy – „Blaszany bębenek”.
 


Kontrowersyjna reklama: na czerwonym tle czarny wiatraczek, który jednoznacznie kojarzy się ze swastyką. Pokazuje rodzący się narodowy socjalizm z perspektywy dziecka – Oskara.
 

     Premiera "Blaszanego bębenka" odbyła się 6 października 2018 roku, dokładnie w 59. rocznicę wydania książki Güntera Grassa. Jest to jedno z największych przedsięwzięć artystycznych ostatnich lat – na scenie występuje jednorazowo czterdziestu artystów, którym towarzyszy grająca na żywo orkiestra. Reżyser Wojciech Kościelniak podjął się zadania niezwykle trudnego – pokazania na scenie jednego z najważniejszych niemieckich dzieł literackich w formie show z elementami farsy, weimarskiego kabaretu, burleski, singspielu. Wybrana tematyka nie jest przypadkowa: rodzące się totalitaryzmy, narastające napięcia międzyludzkie, ruchy nacjonalistyczne, nienawiść do wszystkiego co „inne” – to wciąż aktualne i uniwersalne tematy. Symbolem buntu ówczesnych czasów staje się Oskar, który w wieku trzech lat postanawia przestać rosnąć. Ciekawym pomysłem musicalowym było zastosowanie lalki – tintamareski: aktorka Agata Kucińska z Teatru Lalek grająca Oskara ma ulokowany przed sobą korpus lalki, natomiast daje postaci swoją twarz i dłonie – dzięki temu przekaz jest wyjątkowo żywy i autentyczny. 

     Reżyser zdecydował się na umieszczenie akcji w sklepie z zabawkami – ożywione zabawki opowiadają nam historię budzącego się w społeczeństwie narodowego socjalizmu, który niszczy wszystko, co dobre. Szczególnie wymowna jest scena z zakonnicami zbierającymi kraby na plaży: rozbawiają widzów gospelowymi śpiewami, by za chwilę zginąć bezsensownie rozstrzelane przez żołnierzy, bo taki był rozkaz dowódcy. Symboliczna postać Czarnej Kucharki przewija się przez cały spektakl i symbolizuje nieuchronne fatum, które zawisło nad rodzinami Brońskich i Matzeratów oraz całej ówczesnej Europy. Spektakl jest niezwykle cenną lekcją historii. Można stwierdzić, że udało się ją wytańczyć i wyśpiewać, nie gubiąc przy tym jej głębokiego przesłania skierowanego do współczesnej widowni. Nawet osoby, które znają powieść Güntera Grassa i oscarowy film Volkera Schlöndorffa, nie będą żałować wieczoru spędzonego w Capitolu. Spektakl eksponuje inne motywy niż te uwypuklone w filmie, jest osobistą interpretacją reżysera Wojciecha Kościelniaka.
 


Fot. Łukasz Giza
 

     Przedstawienie otwierające sezon teatralny 2018/2019 zostało zrealizowane z wielkim rozmachem – występujący na scenie czterdziestoosobowy chór-balet tworzy w pełni zgrany organizm, eksponujący jednocześnie indywidualne talenty artystów. Role drugoplanowe to istne perełki, minimonodramy. Spektakl, może z wyjątkiem warstwy słownej kilku piosenek, nie ma słabych stron. Rzec zatem można, że szacowny staruszek wszedł w nowy sezon z przytupem.

Małgorzata Urlich-Kornacka
 

  • Dodaj link do:
  • facebook.com
 

Komentarze

Komentarz
Facebook