Izdebka na wieży i średniowieczne mury, czyli Polička

2026-06-24


     Tę opowieść można by zacząć słowami: Za górami, za lasami, w małej izdebce na szczycie wieży żyła…

     Nie, nie będzie to bajka o księżniczce zamkniętej w wieży przez okrutnego ojca, a prawdziwa opowieść o dzieciństwie najwybitniejszego czeskiego kompozytora XX wieku, urodzonego w rodzinie strażnika na wieży kościoła św. Jakuba w Poličce na Wysoczyźnie Czeskomorawskiej. Ich mieszkanie, a właściwie izba na kościelnej wieży, jest dziś jedną z głównych atrakcji tego mało u nas znanego, choć niezwykle ciekawego miasteczka. Drugą jest zachowany prawie kompletny pierścień średniowiecznych murów obronnych.

poliicka_widok.jpg
Polička (mapy.com, autor: Tomáš Tuček)

     Poličkę, nazywaną czasem „bramą do Žďárskich vrchów”, założył w 1265 r. król Przemysł Ottokar II w terenie zwanym Na poličkach, czyli „na poletkach” lub „na równinach”, przy trakcie łączącym Pragę z miastami morawskimi. Król osiedlił tu około stu rodzin pochodzących z przeludnionych rejonów północnych Niemiec i nadał im magdeburskie prawa miejskie, a 42 lata później, Rudolf I Habsburg przekazał miasto jako wiano swej żonie Elżbiecie Rychezie, córce króla polskiego Przemysła II. Od tej pory, aż do 1918 r., Polička była jednym z miast stanowiących uposażenie kolejnych czeskich królowych (a z czasem cesarzowych austriackich).

polick_w_sredniowieczu.jpg
Polička w średniowieczu (wystawa w Muzeum Miejskim)

     Polička była ważnym punktem strategicznym – ostatnim czeskim miastem przed granicą z Morawami, toteż król i cesarz Karol IV kazał w połowie XIV wieku otoczyć ją murem obronnym. Po raz pierwszy miał ją oblegać przywódca husytów Jan Žižka w 1421 r. Legenda mówi o tym, że przedłużał oblężenie, żeby wziąć obrońców głodem, ale ci posłużyli się fortelem: wypchali ostatnią świnię, jaka im została i rzucili ją z muru atakującym, żeby pokazać, że mają dość jedzenia. Wtedy zniechęcony Žižka miał odstąpić od oblężenia. W rzeczywistości jednak miasto otworzyło mu bramy i przystąpiło do związku miast husyckich. Zarazem wypędzono niemiecki katolicki patrycjat i Polička stała się czysto czeskim miastem kalisznickim.

legenda.jpg
Legenda o obronie Polički (przystanek autobusowy)

     Już w średniowieczu miasto zostało wybrukowane, otrzymało gotycki ratusz i kościół, a drewniane i szachulcowe domy zastąpiono murowanymi. Miało też liczne przywileje, rozszerzone przez sprzyjającego mieszczanom króla Władysława Jagiellończyka.

     Upadek nastąpił po przystąpieniu Polički do buntów przeciw Habsburgom w 1547 i w 1618 r., za co została ukarana odebraniem przywilejów. Swoje dołożyły pożary oraz przemarsze wojsk podczas wojny trzydziestoletniej (1618-1648). Miasto trzykrotnie było zdobyte i splądrowane przez Szwedów, ale „własna” armia austriacka obchodziła się z nim niewiele lepiej. Tuż po wojnie pozostały w Poličce 24 rodziny, a na jej przedmieściach – 17. W 1654 r. jeszcze 83 domy stały puste. Nastała też przymusowa rekatolicyzacja.

miasto_przed_1731_rokiem.jpg
Polička przed 1731 r.

     Drugim „złotym wiekiem” Polički był wiek XVIII, gdy była jednym z najważniejszych czeskich miast, z prawem własności feudalnej do okolicznych wsi. Znalazło to odzwierciedlenie w działalności budowlanej. Powstał wtedy barokowy ratusz, ozdobione rzeźbami fontanny w rynku i piękna kolumna maryjna. Mieszczańskie domy otrzymały barokowe szczyty, przebudowano kościół parafialny i zbudowano siedzibę dekanatu. Mocno rozrosły się przedmieścia; w połowie XVIII wieku stało na nich już 430 domów, zamieszkiwanych w większości przez chałupniczych tkaczy, a policcy mieszczanie bogacili się na handlu płótnem.

     Rozwój ten zahamowały dwa wydarzenia z lat 40. XIX w. Pierwszym był ogromny pożar w 1845 r., z którego uratowały się tylko 4 spośród 237 domów. Odbudowa była bardzo powolna, zwłaszcza, że w 1848 r. przyszedł drugi cios, stanowiący pokłosie rewolucyjnych wystąpień w monarchii Habsburgów – zniesienie pańszczyzny. Polička, żyjąca dotychczas z pracy mieszkańców należących do niej wsi, straciła ważne źródło dochodów. Poza tym, miasto znalazło się na uboczu pierwszych linii kolejowych, co utrudniało rozwój przemysłu. Powstało wprawdzie kilka małych zakładów i rozbudowano miejski browar, a zbudowanie w latach 1896-97 linii kolejowej do Svitav i Skutča pozwoliło na rozkwit tartaku i założenie dużej mechanicznej tkalni bawełny, ale mimo to Polička pozostała miastem rzemieślniczo-rolniczym. Choć przed I wojną światową miała już elektryczność, kanalizację i linię telefoniczną, po rynku i głównych ulicach wciąż przechadzały się kury. Paradoksalnie jednak, ten półwiejski charakter zakonserwował to, co najbardziej dziś podziwiamy – średniowieczny układ urbanistyczny z prawie pełnym obwodem murów miejskich. Podczas gdy inne miasta pozbywały się murów, żeby nie hamowały rozwoju, w Poličce nie miały czego hamować, więc zostawiono je w spokoju. Wyburzono tyko bramy miejskie, żeby ułatwić komunikację.

pozar_policki.jpg
Pożar Polički w 1845 r. źródło: Městské muzeum a galerie

     Lepiej niż gospodarka Polički wyglądało życie społeczno-kulturalne. Pod koniec XIX wieku działało w mieście ponad 20 różnych stowarzyszeń i organizacji społecznych, m.in. oddział Sokola (który w 1910 r. otrzymał okazałą siedzibę), teatr amatorski, koło przyjaciół muzyki poważnej z orkiestrą i towarzystwo śpiewacze. W tym czasie powstały też szkoły miejskie: dla chłopców i dla dziewcząt, a w 1901 r. - szkoła pedagogiczna z piękną siedzibą na południe od miejskiego stawu.

szkola_pedagogiczna.jpg
Dawna szkoła pedagogiczna (mapy.com, Milan F.)

     Ożywienie gospodarcze nadeszło po I wojnie światowej, a to za sprawą założenia na południe od miasta pierwszej czechosłowackiej fabryki amunicji, która w 1938 r. zatrudniała aż 800 pracowników. Pozwoliło to też na ożywienie budowlane, którego efektem jest przede wszystkim modernistyczna zabudowa w południowej części miasta. Na szczęście wtedy doceniano już historyczną wartość zabytków przeszłości, dzięki czemu nikomu nie przyszło do głowy wyburzenie średniowiecznych murów.

mur.jpg
Mur miejski w Poličce

*     *     *

     Polickie mury miejskie mają 1225 m długości, średnio 2,5 m grubości, do 10 m wysokości i 19 baszt. Zbudowano je w XIV w. z bloków występującej w okolicy skały osadowej zwanej opoką i obłożono z obu stron twardszym kamieniem. Pierwotnie mur zwieńczony był blankami, które rozebrano w XVI wieku. Wtedy też rozbudowano fortyfikacje w związku z zagrożeniem tureckim. W odległości 9 m od głównego muru zbudowano równoległy mur kurtynowy, za którym wykopano fosę, a z wydobytego materiału usypano wał ziemny. Mur kurtynowy w większości rozebrano w XVIII w., a na międzymurzu zbudowano domki. Kilka z nich zachowało się przy wschodnim odcinku muru, przy powstałej w miejscu fosy ul. Na Bidě, której nazwa dobitnie świadczy o sytuacji materialnej ówczesnych mieszkańców.

domki_na_bide.jpg
Domki przy ul. Na Bidě (mapy.com, Hanka Placáková)

     Do wewnętrznej strony muru przylegają prywatne ogródki, w których właściciele po II wojnie światowej powznosili różne przybudówki. Pozostawiono je, ale tworzenie kolejnych jest dziś zabronione. W latach 90. XX w. mury zostały udostępnione do zwiedzania. Dostępne są z przewodnikiem z miejskiego muzeum, który jest upoważniony do przeprowadzenia zwiedzających przez prywatne posesje. W poszczególnych miesiącach udostępnia się na zmianę różne odcinki muru. Przewodnik opowiada o jego historii, a także o widocznych z góry obiektach i ulicach.

spacer_korona_muru.jpg
Spacer koroną muru

     Większość zabudowy miasta pochodzi z czasów jego odbudowy po pożarze w 1845 r. Domy otrzymały wówczas klasycystyczne fasady, ale w wielu kryją się fragmenty starszych, czasem nawet średniowiecznych murów. Spacerując ulicami, warto zwrócić uwagę na pięknie rzeźbione drzwi, ich obramienia i witryny. Do dziś w Poličce zachowało się 30 takich snycerskich dzieł, które wyróżniają się artyzmem i dużą różnorodnością motywów.

rzezbione_drzwi.jpg
Rzeźbione drzwi w Poličce

     Przyjeżdżając do miasta, swoje pierwsze kroki skierujemy zapewne do rynku (Palackého náměstí), który swym rozmiarem świadczy o dawnym znaczeniu miasta. Przypomina też o nim barokowy ratusz, zbudowany w latach 1739-1744 w miejscu zburzonej gotyckiej budowli, z której pozostawiono jedynie wieżę. Najcenniejszym wnętrzem jest kaplica św. Franciszka Ksawerego z bogatym barokowym wystrojem.

ratusz.jpg
Ratusz w Poličce

     W ratuszu mieści się dziś galeria miejska. Prezentowane są w niej obrazy pejzażystów pochodzących z Wysoczyzny Czeskomorawskiej i prace współczesnych artystów związanych z regionem, ale przede wszystkim galeria obrazów rodu Hohenems, w latach 1707-1868 właścicieli niedalekiego majątku Bystré. Pochodzenie tej rodziny jest bardzo interesujące, bowiem prócz rodowego zamku na pograniczu austriacko-szwajcarskim, posiadali hrabstwo Vaduz, które w 1707 r. wymienili na Bystré z ks. Hansem Adamem I z Liechtensteinu, co dało początek dzisiejszemu księstwu Liechtenstein. Ród w linii męskiej wymarł w 1759 r., ale majątek przejęła córka ostatniego hrabiego, która na początku XIX w. sprowadziła do Bystrego całą rodową galerię z Hohenems. Po II wojnie światowej 92 zachowane obrazy najpierw rozmieszczono w różnych obiektach w Czechach, ale ostatecznie wszystkie trafiły do muzeum w Poličce.

     Najciekawszym obrazem w kolekcji jest Bankiet rodzin Hohenems i Boromeuszy (lub Zahradní hostina po czesku), namalowany w 1578 przez flamandzkiego malarza Antona Beysa. Jest to największy znany zbiorowy portret (przedstawia 43 osoby) z okresu renesansu.

bankiet_rodziny_hohenems.jpg
Bankiet rodzin Hohenems i Boromeuszy
(Wikipedia)

     Poza ratuszem, rynek zdobią dwie fontanny z rzeźbami św. Michała Archanioła i św. Jerzego, figura św. Jana Nepomucena oraz 22-metrowa kolumna morowa wzniesiona w latach 1727-31 w podziękowaniu za obronę miasta przed zarazą z 1713 r. Zaprojektował ją, podobnie jak ratusz, zapewne František Maxmilián Kaňka. Ozdobiona jest rzeźbami św. św. Józefa, Anny i Joachima, czyli męża i rodziców Marii, patrona Czech św. Wacława i patrona praskiej katedry – św. Wita, oraz patronów chroniących przed zarazami i innymi kataklizmami: św. św. Floriana, Karola Boromeusza, Sebastiana i Rocha. Powyżej nich są kartusze z płaskorzeźbionymi scenami maryjnymi, a  na szczycie – Maria w ujęciu z Apokalipsy św. Jana. Wszystkie rzeźby w rynku wykonał Jiří Pacák z Litomyśla.

kolumna_morowa.jpg
Kolumna morowa

     Pośrodku zachodniej fasady ratusza widać zawieszony powyżej okien I piętra dzwonek. Ogłaszał niegdyś porę zamknięcia gospód, alarmy pożarowe oraz prowadzenie skazańca do pręgierza, który stał poniżej do końca XVIII wieku.

     Z rynku tylko kilkadziesiąt kroków dzieli nas od mieszczącego się w budynku dawnej miejskiej szkoły przy ul. Šaffovej  Muzeum Miejskiego. Można tu obejrzeć interaktywną wystawę ukazującą historię miasta, szklarstwo okolic Polički (w XIX w. było tu ponad 20 hut szkła, które eksportowały do 50 krajów świata), klasę szkolną z końca XIX w. oraz wystawę Barevný svět Bohuslava Martinů prezentującą życie tego urodzonego w Poličce kompozytora. Również tutaj zaczynają się wycieczki po miejskich fortyfikacjach oraz do Rodzinnej izby Bohuslava Martinů (muzeum-policka.cz)

     Wróćmy na chwilę do wielkiego pożaru miasta z 1845 r. Jednym z jego skutków było ustanowienie w mieście urzędu pověžnego, którego zadaniem było wypatrywanie z wieży kościoła św. Jakuba przez całą dobę ewentualnego ognia i alarmowanie o nim, a oprócz tego regularne nakręcanie kościelnego zegara i codzienne trzykrotne dzwonienie na Anioł Pański. Pověžny otrzymywał służbowe mieszkanie – izbę na najwyższej kondygnacji kościelnej wieży (na wysokości 36 m) oraz opał i pieniężny dodatek na oświetlenie.

wieza_kosciola_mieszkaniem.jpg
Wieża kościoła z mieszkaniem pověžnego

     W 1889 r., aby uzupełnić skromne dochody rodziny, posadę tę przyjął szewc Ferdinand Martinů. Wprowadził się do izdebki z żoną, synem, córką i „dziadkiem” – pomocnikiem szewskim, a 8 grudnia 1890 urodził im się tu drugi syn Bohuslav. Akurat rozdzwoniły się kościelne dzwony (na ten dzień przypada uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Panny Marii), co akuszerka odbierająca poród skomentowała proroczymi słowami „To będzie sławny człowiek; przywitali go uroczystym dzwonieniem!”

     Ponieważ na wieżę prowadzą 192 schody, chłopiec przez pierwsze 6 lat życia praktycznie nie opuszczał mieszkania. Spędzał całe dnie oglądając bezkresne widoki, bawiąc się papierowymi żołnierzykami i słuchając ludowych piosenek, rymowanek i baśni w wykonaniu matki i „dziadka” i dykteryjek ojca, który przez wiele lat był suflerem w amatorskim teatrze. Gdy miał parę lat, ojciec kupił mu na jarmarku  zabawkowe skrzypeczki i bębenek, więc chodził po galeryjce wokół wieży i grał. W wieku 6 lat poszedł do miejskiej szkoły, a ponieważ był wątłym dzieckiem (na wieży raczej nie miał jak rozwijać tężyzny fizycznej), ojciec musiał go początkowo wnosić i znosić na plecach.

izdebka.jpg
Izdebka rodziny Martinů

     Bohouš wcześnie zaczął wykazywać talent muzyczny, więc gdy poszedł do szkoły, rodzice, członkowie miejscowego towarzystwa śpiewaczego, wykupili mu lekcje gry na skrzypcach u krawca Josefa Černovskiego, najbardziej wszechstronnego muzyka w miasteczku. Bohouš przegrywał z nim kolejne utwory (w tym uwertury klasycznych oper), a po powrocie na wieżę, wytrwale ćwiczył. Niewiele go tam rozpraszało, więc robił szybkie postępy, a jego grę słychać było prawie w całym mieście. Szybko została doceniona i nie minęło dużo czasu, a zaczął grać w amatorskim kwartecie smyczkowym, razem z dorosłymi. Wcześnie też zaczął improwizować, a nauczyciel zachęcał go, żeby zapisywał swoje pomysły.

martinu_z_siostra.jpg
Siedmioletni Bohouš z siostrą

     Gdy Bohouš miał 12 lat, ojciec znalazł pracę dozorcy w budynku kasy oszczędności w rynku i rodzina wyprowadziła się z wieży, co pozwoliło chłopcu na bardziej intensywny kontakt z życiem muzycznym miasta.  

     W 1905 r. dał swój pierwszy solowy występ w zajeździe U Dostálů w niedalekiej Borovej, a rok później wystąpił w Poličce z programem złożonym z trudnych utworów Wieniawskiego i Bériota, z fortepianowym akompaniamentem nauczyciela miejskiej szkoły i kierownika polickiego chóru Adolfa Vaníčka. Występami zachwyciła się lokalna prasa, sugerując, że miejscowa społeczność powinna postarać się, aby młody muzyk mógł się dalej kształcić. Na odzew nie trzeba było długo czekać. Już nazajutrz u państwa Martinů zjawili się Vaniček z księgarzem Josefem Kaňką, proponując, że, jeśli zechcą posłać syna do konserwatorium, zorganizują mu wsparcie finansowe. Wkrótce potem wymogli na radzie miejskiej ufundowanie stypendium dla Bohouša, co pozwoliło mu rozpocząć jesienią 1906 r. naukę w konserwatorium w Pradze.

15latek.jpg
15-letni Bohuslav Martinů przed rozpoczęciem nauki w Pradze

     Praga oczarowała chłopaka życiem towarzyskim i kulturalnym. Chodził na koncerty Czeskiej Filharmonii i przedstawienia operowe w Teatrze Narodowym, odwiedzał biblioteki i kawiarnie i pochłaniał książki, które w znacznym stopniu inspirowały jego późniejszą twórczość. Czytał praktycznie wszystko, co wpadło mu w ręce. Na ćwiczenie na skrzypcach brakowało mu już czasu, a że profesorowie wymagali od studentów przede wszystkim pilności i doskonalenia techniki, jego postępy były dalece niezadowalające. Ponieważ jednocześnie próbował komponować, przeniesiono go do klasy organów, gdzie uczono też kompozycji, jednak i to nie pomogło i w 1910 r. został ostatecznie wyrzucony za „niereformowalną niesumienność”. Nieszczególnie się tym przejął, bo kiełkował w nim już zamiar zostania kompozytorem, a nie wykonawcą i w ciągu kilku kolejnych dni skomponował dwa duże utwory orkiestrowe: Śmierć Tintagilesa według dramatu Maurice’a Maeterlincka i Anioł śmierci według powieści Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Jeśli chodzi o kompozycję, był praktycznie samoukiem i uczył się, analizując partytury kompozytorów, których podziwiał. 

     Porzucając naukę, stracił jednak stypendium od polickich mieszczan, a z czegoś trzeba było się utrzymywać. W 1912 r. zdał więc państwowy egzamin muzyczny, który dawał mu uprawnienia do nauczania. Przydało mu się to zwłaszcza podczas I wojny światowej, którą spędził w Poličce (został zwolniony ze służby wojskowej ze względu na słabe zdrowie), gdzie otworzył prywatną szkołę gry na skrzypcach. Uczył też w miejskiej szkole dla chłopców i oczywiście komponował. Na początku 1918 r. powstała jego pierwsza wielka kantata, Czeska rapsodia, którą dedykował Aloisowi Jiráskovi.

czeska_rapsodia_okladka.jpg
Czeska Rapsodia, okładka płyty

     Po utworzeniu państwa czechosłowackiego, dzięki pomocy dyrygenta, kolegi z konserwatorium, zaczął współpracę jako skrzypek z Czeską Filharmonią, z którą odbył tournée po krajach europejskich. Zachwycony współczesną muzyką, zwłaszcza francuską, postanowił starać się o zagraniczne stypendium. Najpierw, w 1922 r., zaczął studiować kompozycję u profesora Josefa Suka, zięcia i ucznia Antonína Dvořáka, a rok później dostał stypendium na wyjazd do  Paryża, gdzie podjął studia u podziwianego przez siebie kompozytora Alberta Roussela.

     W Paryżu zachwyciła go szczególnie francuska awangarda i muzyka osiadłego tam Igora Strawińskiego, którą mocno się inspirował. Zawarł tam szereg przyjaźni i w 1926 r. poznał swoją przyszłą żonę Charlotte, z którą ożenił się pięć lat później. Ich życie nie było łatwe: choć Bohuslav zyskiwał coraz większe uznanie, a jego utwory grane były w Europie i USA i nagradzane państwowymi i międzynarodowymi nagrodami, małżonkowie w ciągu 13 lat mieli 6 adresów, a Charlotte cały czas pracowała jako krawcowa, żeby Bohuslav mógł komponować.

z_zona.jpg
Bohuslav Martinů z żoną

     Choć Paryż stał się domem Bohuslava na 17 lat, każde lato spędzał w Poličce, a jego dzieła były wykonywane w Czechosłowacji. Ostatni raz odwiedził rodzinne miasto w lipcu 1938 r. Po zajęciu Czechosłowacji przez Niemców i utworzeniu Protektoratu w marcu 1939 r., odmówił powrotu do kraju, przez co został uznany przez władze za zdrajcę.

     W Paryżu włączył się w działalność czechosłowackiego rządu na uchodźstwie, widząc swoją główną rolę w propagowaniu czeskiej kultury. „[Muzyka] jest niezbitym dowodem na to, że nasz naród istnieje”, pisał, „i że będziemy trwać tak długo, jak długo będzie trwać nasza muzyka i że nikt nie może tej siły ani zakazać, ani zniszczyć, ani ograniczyć. A gdyby stłumiono nasz język, czeska melodia będzie nadal mówić o naszym narodzie, o naszych radościach i rozkoszach i o naszym smutku i żalu, o troskach, nadziei i wierze i tak udowodni, że naród, który ma swoją muzykę, nie może zginąć”

     Trwało to do zajęcia Francji przez Niemcy w 1940 r., kiedy wspólnie z żoną podjęli decyzję o emigracji do USA. Martinů został tam dobrze przyjęty. Jego utwory były już znane i cenione, a obecność czeskiego środowiska emigracyjnego i wielu francuskich muzyków pomogły mu łatwiej pokonać barierę językową i zaaklimatyzować się. Komponował na zamówienie dla czołowych amerykańskich wykonawców i orkiestr, a oprócz tego wykładał kompozycję na letnich kursach w Berkshire Music Center, później w Mannes School of Music w Nowym Jorku i od 1948 – na uniwersytecie w Princeton.

     Po przewrocie komunistycznym w  Czechosłowacji w 1948 r. porzucił myśl o powrocie do kraju, co ściągnęło na niego krytykę tamtejszych oficjalnych czynników. Przedstawiano go jako kompozytora, który porzucił czeskość, podczas gdy w USA był postrzegany jako czeski muzyk. I tu, i tam był w jakimś sensie obcy. Sprawę skomplikowała jeszcze jego niechęć do makkartyzmu i zimnowojennej „czerwonej paniki” w USA, przez co był podejrzewany o sprzyjanie komunizmowi.

martinu_w_usa.jpg
Martinů w USA

     Letnie wakacje małżonkowie spędzali regularnie we Francji i Szwajcarii i pomimo otrzymania w 1952 r. obywatelstwa amerykańskiego, w 1953 r. zdecydowali o powrocie na stałe do Europy. Osiedlili się w Nicei, ale w kolejnych latach mieszkali na zmianę we Francji, Rzymie i Szwajcarii. Bohuslav jeszcze na przełomie lat 1955 i 56 spędził kilka miesięcy w USA, a w 1957 osiedli z żoną w Schönenbergu w Szwajcarii.

     W 1958 r. Bohuslav zaczął uskarżać się na poważne problemy zdrowotne. Lekarze stwierdzili raka żołądka i zalecili operację, przeprowadzoną w listopadzie tego samego roku. Ostatnie miesiące życia Martinů spędził, komponując jak szalony, jakby chciał jak najpełniej wykorzystać czas, który mu pozostał. Zmarł 28 sierpnia 1959 r. i został pochowany w parku przy rezydencji przyjaciela rodziny, dyrygenta Paula Sachera w Schönenbergu.

     Żona przeżyła go o 19 lat. W przeciwieństwie do męża, kilkakrotnie odwiedzała Czechosłowację, bywając również w Poličce i w testamencie wyraziła życzenie, aby po śmierci spocząć na polickim cmentarzu i żeby sprowadzono tam również szczątki jej męża. Tak rzeczywiście się stało i w 1979 r. kompozytor spoczął obok żony, rodziców i rodzeństwa  w grobie rodziny Martinů.

     Pomimo oddalenia od kraju, Bohuslav Martinů przez całe życie pozostawał w kontakcie z rodziną i czeskimi przyjaciółmi. Zachowało się ponad 600 napisanych przez niego listów. Poza tym, zawsze woził ze sobą obrazek z widokiem kościoła św. Jakuba w Poličce i eksponował w każdym ze swoich domów. We wspomnieniach często powracał do widoków, jakie w dzieciństwie oglądał z kościelnej wieży. Jak pisał, inspirowała go przestrzeń, która rozbudzała jego fantazję.  

     Choć jego muzyka przez lata była pomijana w Czechosłowacji, dziś uważa się go za czwartego, obok Bedřicha Smetany, Antonína Dvořáka i Leoša Janáčka czeskiego klasyka i jednego z najważniejszych, najbardziej płodnych i najbardziej wszechstronnych kompozytorów XX wieku. Stworzył ponad 400 dzieł we wszystkich gatunkach muzyki wokalnej i instrumentalnej, w tym 6 symfonii, 30 koncertów (fortepianowych, skrzypcowych, wiolonczelowych, ale też koncert altówkowy, obojowy i klawesynowy, komponowane z myślą o konkretnych solistach), prawie 100 utworów kameralnych na różne składy instrumentalne, 16 oper i 15 baletów (w tym opery łączone z baletem), kantaty i pieśni. Stworzył swój własny, niepowtarzalny język muzyczny, w którym łączył pozornie sprzeczne elementy i style: dvořákovską śpiewność, francuski impresjonizm, neoklasycyzm i awangardę Strawińskiego, jazz, inspirację angielskim renesansowym madrygałem i melodyjność czeskich i morawskich pieśni ludowych.

okladka_spalicek.jpg
Okładka płyty z suitami z baletu Špaliček

     W Polsce twórczość Bohuslava Martinů znana jest prawie wyłącznie specjalistom, ale w kwietniu 2026 r. Opera Wrocławska wystawiła jego Juliettę i dodatkowo zaprezentowała koncert złożony z kilku utworów kameralnych kompozytora na dwoje skrzypiec.  

*     *     *

     Aby dotrzeć do rodzinnej izdebki Bohuslava Martinů, trzeba pokonać 192 schody. Windy nie ma, tak jak nie było jej w XIX wieku, choć rodzina dysponowała prostą wciągarką obsługiwaną przy pomocy kołowrotu, którą na pewną wysokość mogli wciągać cięższe przedmioty. Dalej wszystko trzeba było wnosić na plecach.

     W drodze na wieżę przewidzianych jest kilka postojów, podczas których słuchamy opowieści o życiu rodziny i pracy pověžnego. Oglądamy też kościelne dzwony (najstarszy pochodzi z 1511 r.) i komórkę, w której spał „dziadek” mieszkający razem z rodziną Martinů. W końcu docieramy do obiegającej wieżę galeryjki, z której wchodzi się do mieszkanka złożonego z kuchennego przedsionka i izby. Na galeryjce znajduje się mały „alarmowy” dzwon, który uruchamiał  pověžny w przypadku pożaru. W ciągu 13 lat pracy Ferdinanda Martinů zdarzyło się to trzykrotnie.

dzwony.jpg
Dzwony na wieży kościoła św. Jakuba

     W izdebce, na powierzchni 22 m2 mieszkało 6 osób. Izba była sypialnią, jadalnią, miejscem pracy, nauki i odpoczynku. Siostra kompozytora, Marie, w testamencie przekazała wszystkie rzeczy osobiste rodziny miastu, więc 80-90% prezentowanych mebli i przedmiotów jest oryginalnych. Zobaczymy tam m.in. przybory szewskie ojca i skórę do szycia butów, żelazko, którym pani Martinů prasowała prane dla dodatkowego zarobku mankiety i kołnierzyki, zdjęcia rodziców Bohuslava i dyplomy za działalność ojca w teatrze amatorskim, Sokole i straży pożarnej, a także liczydło, konika na biegunach i pulpit z nutami. Nie zobaczymy 12 papużek i rzadkich kwiatów (m.in. storczyków), które na parapetach okien i specjalnych konsolach hodował pan Martinů.

mieszkanko.jpg
Mieszkanie rodziny Martinů

     Oczywiście z galerii roztacza się piękny widok na miasto i okolicę.

     Po zejściu z wieży warto wejść do kościoła św. Jakuba. Po pożarze w 1845 r. stary kościół zburzono i w latach 1853-65 wzniesiono go od nowa, w stylu neogotyckim, według projektu Antonína Vacha z Pardubic.

     Wystrój jest raczej skromny. Dominuje w nim umieszczona ponad głównym ołtarzem wielka figura św. Jakuba z marmuru kararyjskiego, dzieło działającego w Rzymie rzeźbiarza Václava Levego. Jej kopia znajduje się na nagrobku artysty na cmentarzu wyszehradzkim w Pradze. Levý wykonał również ambonę z płaskorzeźbami Chrystusa i Ewangelistów. Ołtarz główny zdobią obrazy przedstawiające patronów Czech: św. św. Prokopa, Ludmiłę, Wacława i Wojciecha.

wnetrze_kosciola.jpg
Wnętrze kościoła św. Jakuba

     Z kościoła proponujemy przejść się na cmentarz, na którym znajdziemy nagrobek rodziny Martinů. Został wykonany w 1984 r. przez akademickiego rzeźbiarza Milana Knoblocha i zawiera symboliczny cytat z kantaty Bohuslava Martinů Otvírání studánek, nawiązującej do ludowego obrzędu wiosennego czyszczenia źródeł. Pośrodku cmentarza stoi XVI-wieczny kościół św. Michała.

nagrobek.jpg
Nagrobek rodziny Martinů

     Naprzeciwko cmentarza, na rogu ulic Vrchlického i Heydukovej, stoi Tylův dům  - teatr miejski z 1929 r., a po drugiej stronie ul. Vrchlického – ciekawy funkcjonalistyczny dom handlowo-mieszkalny z lat 1933-34, dzieło miejscowego architekta i budowniczego Bohuslava Šmída. Więcej architektury modernistycznej zobaczymy przy nábřeží Svobody po drugiej stronie Synskiego rybnika, włączonego od południowej strony w system miejskich fortyfikacji. Kolejno są to: kościół ewangelicki (1936-37) szkoła podstawowa (dawniej zespół szkół miejskich dla chłopców i dla dziewcząt) z lat 1925-1928 i grupa domów mieszkalnych, zaprojektowanych w 1923 r. przez architekta Václava Flégla z Pragi w stylu czeskiego rondokubizmu, z kolorowymi fasadami zdobionymi motywami okręgów i półokręgów.

widok_na_staw.jpg
Widok z wieży na staw i modernistyczną część miasta

     Dalej, naprzeciwko parku miejskiego powstałego przez zasypanie wschodniej części stawu, stoi elegancki budynek gimnazjum, dawnej szkoły pedagogicznej z 1901 r. W parku znajduje się kilka rzeźb, w tym pomnik Bohuslava Martinů, dzieło Milana Knoblocha z 1990 r.

pomnik.jpg
Pomnik Bohuslava Martinů w parku miejskim (mapy.com, autor: myrica myrica)

     Przez stalowy nitowany most z 1901 r. dojdziemy do wału prowadzącego wzdłuż murów miejskich, a stamtąd, przez furtę w murze obronnym do ulicy Komenského, która zaprowadzi nas z powrotem do rynku.

     Na koniec warto wspomnieć o festiwalach odbywających się co roku w Poličce. W kwietniu jest to festiwal Polička Jazz, w maju – festiwal muzyki klasycznej Martinů Fest, w sierpniu – festiwal Polička 555 (nazwa nawiązuje do wysokości nad poziomem morza, na której leży miasto), łączący muzykę, teatr i tradycje kulinarne, a we wrześniu – festiwal pantomimy Mime Fest.

Katarzyna Potocka-Brygier - NaszeSudety

CMS by Quick.Cms| Projekt: StudioStrona.pl