Automatické mlýny w Pardubicach
W Pardubicach nad rzeką Chrudimką, zaledwie kilkaset metrów od renesansowego zamku, stoi budowla, która swym rozmachem robi równie duże wrażenie, co ten najsłynniejszy pardubicki zabytek. Chodzi o zespół dawnych młynów zbożowych, zbudowanych w latach 1910-1924 dla wpływowych pardubickich przedsiębiorców żydowskich, braci Egona i Karla Winternitzów.
Winternitzowie mieli talent do interesów. Ze znaną na całym świecie pardubicką firmą Josefa Prokopa, produkującą urządzenia młyńskie, zawarli umowę na tani zakup wyposażenia w zamian za stworzenie miejsca, które byłoby „żywą” reklamą producenta.
Być może z oszczędności, bracia wynajęli młodego architekta, Josefa Gočára, który dopiero co skończył studia u Jana Kotěry, jednego z prekursorów czeskiego modernizmu. Młyny Winternitzów miały być pierwszym dużym projektem Gočára. Architekt zaprojektował żelbetową konstrukcję z elewacjami obłożonymi dwukolorowymi cegłami i napisem „Bracia Winternitzowie” na fasadzie.

Wewnątrz umieszczono 8 połączonych ze sobą rodzajów młynów. Zboże było transportowane na najwyższe piętro, skąd systemem rur przesypywało się niżej, gdzie ziarno pozbawiano zewnętrznych powłok, a następnie w różnym stopniu oczyszczone kierowano do właściwych młynów na odpowiednich piętrach. Otrzymywano w ten sposób różne rodzaje mąki. System ten był dużym wyzwaniem technologicznym, bo obecność w wysokim budynku tylu równocześnie pracujących urządzeń wymagała zrównoważenia rytmu ich pracy tak, żeby drgania nie naruszyły stabilności budynku i nie doprowadziły do jego zawalenia.
Konstruując ten dobrze przemyślany system, nie przewidziano jednak jednego: na najwyższych kondygnacjach budynku gromadziły się duże ilości pyłu z mąki. W 1919 r. doszło do ich samozapłonu i poważnego pożaru, który zniszczył gmach. Remont, przeprowadzony według projektu Gočára, objął m.in. dobudowanie wieży ze zbiornikiem wody o objętości 50 m3 i przeciwpożarową instalacją tryskaczową. Wieża została zwieńczona betonową attyką z motywem jaskółczego ogona, nawiązującą do renesansowej architektury pardubickiego zamku.

Kolejnym problemem, przed jakim stanęli Winternitzowie, były nieprzewidywalne ceny zboża, mocno rosnące w ciągu roku po mniej urodzajnych latach. Rozwiązaniem mogło być zbudowanie wielkiego silosa, w którym można było gromadzić zboże kupowane zaraz po żniwach, ewentualnie dosuszać i wykorzystywać przez cały rok. Ponownie zatrudniono Gočára, który przed 1924 r. zaprojektował ogromną wieżę, połączoną ze starym budynkiem mostkiem tworzącym łukowatą bramę. W jej wyglądzie niektórzy dopatrują się inspiracji babilońską bramą Isztar. Również nowy budynek i mostek wieńczy attyka, która w połączeniu z potężnymi ceglanymi murami nadaje całej budowli wygląd zamczyska.
Winternitzowie prowadzili firmę do lat 30. W 1932 r. zmarł Egon, a Karel w 1938 r. sprzedał przedsiębiorstwo i podjął decyzję o emigracji. Został jednak ujęty w drodze przez Niemcy. Zginął w obozie koncentracyjnym, podobnie jak jego żona, córka i ponad dwudziestu innych pardubickich członków rodziny. Nowy właściciel usunął z fasady młynów nazwisko Winternitzów i zmienił ich nazwę na „Automatické mlýny”.
W 1948 r. przedsiębiorstwo zostało upaństwowione. Za młynami zbudowano centralną miejską piekarnię, do której dostarczano mąkę specjalnym rurociągiem z dobudowanego do młyna magazynu. Pomimo swego rozmiaru, piekarnia wykorzystywała jedynie około 20 % produkowanej mąki. Reszta szła na sprzedaż.
Tak powstałe przedsiębiorstwo działało do 1989 r., po którym, w przebiegu prywatyzacji, doszło do rozdzielenia młynów i piekarni. Młyny kupił austriacki holding Goodmills, który w 2013 r. zakończył produkcję, a rok później zdemontował i wywiózł prawie wszystkie urządzenia i wystawił obiekt na sprzedaż. Kilka tygodni później objęto go ochroną prawną jako zabytek.
Przez parę lat nie udało się znaleźć kupca na pusty kolos. Dopiero w 2015 r. zgłosił się praski architekt Lukáš Smetana, który zaoferował kupno młynów za kwotę 20 141 127 Kč. Jak później wyjaśnił, kwota ta odpowiadała dacie urodzin syna: 27 listopada 2014 r. Oferta została przyjęta i rok później Smetana z żoną Marianą zostali właścicielami dawnych młynów. Do kupna namówił ich kolega, też architekt, Zdeněk Balík, który stworzył wizję rewitalizacji, rozbudowy i przekształcenia kompleksu w nową edukacyjno-kulturalno-mieszkalną dzielnicę miasta.


Początkowo patrzono na Smetanów jak na szaleńców, ale sytuacja zmieniła się, gdy udało im się przekonać do współpracy miasto i kraj pardubicki. W latach 2020-23, przy udziale samorządu i wsparciu funduszy unijnych, przeprowadzono generalny remont i adaptację obiektów. W budynku młynów, zaadaptowanym na ten cel przez architekta Petra Všetečkę, doświadczonego przy remoncie słynnego biurowca Bati w Zlínie, nową siedzibę znalazła wojewódzka Galeria Josefa Gočára. W nowo zbudowanym północnym skrzydle kompleksu, zaprojektowanym przez arch. Jana Šépkę, umieszczono Galerię Miasta Pardubice, a na piętrach – centrum edukacyjne Sféra z nowocześnie wyposażonymi pracowniami, w których uczniowie pardubickich szkół i mieszkańcy miasta mogą poznawać tajniki różnych dziedzin nauki w przystępny i nowoczesny sposób. W silosie działa założona przez Lukáša Smetanę Fundacja Automatické mlýny, która organizuje festiwale, koncerty i różne imprezy plenerowe oraz udostępnia obiekt do zwiedzania. W jego ramach można poznać historię i teraźniejszość młynów, obejrzeć wewnętrzną konstrukcję wielkiego magazynu zboża oraz wjechać windą na taras na szczycie silosa, z którego roztacza się piękny widok na miasto.
Katarzyna Potocka-Brygier - NaszeSudety



