Dzwon z artyleryjskiego pocisku

2016-11-11

     Na co dzień jest tutaj cicho jak mało gdzie, a spokój miejsca naruszają jedynie szum wiatru w koronach drzew i odgłosy jeleni. O dawnej świetności miejsca i na pamiątkę tysięcy ludzi, którzy żyli i mieszkali na ziemi libavskiej, przypomina od kilku dni dzwon w kapliczce, w Rudoltovicach. Miłośnicy regionu wykonali go ze starego pocisku artyleryjskiego i młotka, który pozostał po wojskach rosyjskich i umieścili w odbudowanej kaplicy, która jeszcze niedawno służyła żołnierzom, między innymi jako cel podczas strzelań.

     Odnowiona kaplica jest pierwszym od dziesiątków lat obiektem sakralnym, jaki znajduje się na terenach poligonu wojskowego. Jak opowiada libavski kronikarz Jindřich Machala, materiały na odbudowę kaplicy zbierane były z okolicznych, często wyludnionych i zniszczonych wsi w okolicy. Łupek na pokrycie dachu jest ze zburzonego domu w Libavie, drzwi z rosnącego nieopodal dębu, zamek do nich z libavskiego kościoła, a ceramiczne elementy z dawnej kaplicy w Starej Vodzie. Nie zabrakło i elementów wojskowych, jako że tereny te od dziesiątków lat wykorzystywane były jako poligony wojskowe, zarówno przez wojska miejscowe, jak i obce (rosyjskie).

     Kapliczka stoi mniej więcej od 1800 roku na granicy dwóch wyludnionych wsi, Rudoltovic i Vojnovic. Kiedy mieszkali tutaj Niemcy, nazywali ją cmentarną, mimo że żaden cmentarz przy niej nigdy nie funkcjonował. Według historycznych źródeł postawił ją właściciel niedalekiego gospodarstwa jako pokutę za zabicie swojej małżonki. Pewnego razu siedział w gospodzie w Vojnovicach, gdzie przyszła po niego żona. W drodze do domu pokłócili się, na skraju swego pola gospodarz zabił żonę i zakopał na polu. Aby zatrzeć ślady zbrodni, miejsce szybko zaorał. Przestępstwo w końcu wykryto, ale nic więcej źródła nie podają.

     Miłośnicy regionu chcą, by każdego roku w okresie święta zmarłych zapalane były przy kaplicy znicze dla upamiętnienia nie tylko dawnych mieszkańców, którzy tutaj żyli i umierali, ale także dla osób, które zmarły tutaj w późniejszym okresie, już powojennym. Na przykład za pracownika leśnego, którego przy wyrębie zabiło padające drzewo, czy holenderskiego żołnierza, który w 2001 roku utopił się, gdy jego opancerzony transporter wpadł do Odry, niedaleko kaplicy.

     Do roku 1946 na ziemi libavskiej były 24 wsie, w których mieszkało ponad 14 tysięcy ludzi. Po wysiedleniu Niemców, armia większość wsi zniszczyła i zostało z nich zaledwie pięć. Czeskie Ministerstwo Obrony w styczniu 2016 roku opuściło poligon. Tereny dawnych wsi przyłączone zostały do trzech miejscowości: Města Libavá, Kozlova oraz Luboměř pod Strážną.

Waldemar Brygier na podstawie: Petra Klimková / www.idnes.cz

 

CMS by Quick.Cms| Projekt: StudioStrona.pl