Jo Nesbo – w kolejce po kawałek mistrza
Swoją pasję i życiową drogę odkrył w wieku 37 lat. Miał już wtedy za sobą młodzieńczy epizod piłkarza, studia ekonomiczne i burzliwą karierę muzyka zespołu rockowego. Dziś mówi o sobie, że jest bogaty, ale na pieniądzach mu nie zależy. Opowiada również, że ma wspaniały, ze wszech miar nowoczesny apartament w Oslo, z cudownym widokiem na pół miasta, ale najlepiej pracuje mu się w kawiarni na rogu, przy ulubionym stoliku przy drzwiach, ze słuchawkami na uszach.
Dzisiejsze spotkanie z Jo Nesbø, norweskim pisarzem kryminałów, przyciągnęło do Teatru Muzycznego Capitol prawdziwe tłumy miłośników jego twórczości. Trudno się dziwić, skoro jest jednym z najpopularniejszych na świecie, współczesnych autorów literatury kryminalnej. W Polsce wydanych zostało kilkanaście jego książek, a Harry Hole, bohater ich większości jest doskonale znany polskim czytelnikom. Jego nazwisko wzbudzało w sali Capitolu prawdziwe emocje. Sprowokowało również pytanie, czy Nesbø nie planuje akcji jednego ze swych kryminałów w którymś z polskich miast. „Tak” – odparł z uśmiechem autor, zaskakując wszystkich swoją odpowiedzią i wzbudzając prawdziwy aplauz. Gdy wrzawa ucichła, dodał studząc emocje: „Wiele podróżuję po świecie i to bardzo często zadawane mi pytanie, zawsze odpowiadam na nie: tak”.
Spotkanie z Nesbø z wielką swadą poprowadzili Mariusz Bonaszewski i Irek Grin, wyciągając z gościa wiele ciekawych historii. Na przykład o wspomnianej wyżej pracy w kawiarni. Gdy w jego „miejscu pracy”, JEGO stolik jest akurat zajęty, to mimo że wszystkie inne są wolne, Nesbø pyta czy może się przysiąść? Norwedzy są z natury ludźmi przyjaźnie nastawionymi do świata, więc mimo, że widzi zdziwienie na twarzy, słyszy odpowiedź, że tak. Potem powoli, systemem gestów i spojrzeń „wymraża” swego sąsiada, aż ten zmienia miejsce w lokalu, pozostawiając Nesbø samego, przy JEGO stoliku.
Po spotkaniu, Jo Nesbø podpisywał swoje książki. Tutaj najlepiej można było zobaczyć, jak popularnym autorem jest w naszym kraju, w naszym mieście. Zawinięta w ślimaka w podwórzu Teatru Capitol kolejka ciągnęła się aż na chodnik przed budynkiem, po czym dalej w kierunku skrzyżowania ulic Piłsudskiego z Powstańców Śląskich, gdzie z powodu końca chodnika ponownie zawijała się w ogromny ogonek. Wrocław nie widział takiej kolejki od kilkudziesięciu lat!












