Odyseja w Teatrze Muzycznym Capitol
„Odyseja” to historia o mężczyźnie, który musi przebyć drogę bohatera, by ocalić własną duszę. I o kobiecie, która czuwa przy granicy życia i śmierci, pomiędzy realnością a snem, próbując wywołać go z otchłani. To opowieść o tym, że każdy powrót – czy z wojny, czy z kryzysu, czy z ciemności – jest tak naprawdę mozolnym, bolesnym odnajdowaniem własnej tożsamości.
Kto tam jest w środku?
W interpretacji „Odysei” Małgorzaty Warsickiej, podróż Odysa nie prowadzi przez morza i wyspy, lecz przez labirynt jego własnej pamięci. Owszem, jego wędrówka materializuje się na scenie: spotkania z potworami, uwodzicielkami, bogami i boginiami, czasem straszne, czasem zabawne – ale czy to opowieść o wydarzeniach czy jedynie symboliczne obrazy Odysowej psychiki, która mierzy się z gniewem, bezradnością i stratą?
Tę samą walkę toczy Penelopa, pielęgnująca ciało nierozpoznawalnego męża. Podobnie jak Grażyna Jagielska, żona wieloletniego korespondenta wojennego Wojciecha Jagielskiego (autorka książki „Miłość z kamienia”), Penelopa, przez lata czekania, sama nie uczestnicząc w walkach, nabawiła się nerwicy i stresu pourazowego. Ta mityczna podróż jest też jej wędrówką – od choroby do wyzdrowienia, od śmierci z lęku i tęsknoty do samostanowienia.
Muzyka Pawła Romańczuka prowadzi publiczność w głąb tego wewnętrznego pejzażu. Razem z nią wchodzimy w doświadczenie bohatera, w podróż, której stawką jest nie powrót do domu, lecz powrót do samego siebie.

Fot. Łukasz Giza
Małgorzata Warsicka (reżyserka) o spektaklu:
Często sięgam po mity, ponieważ dają szerokie możliwości interpretacyjne. Ich uniwersalność, wynikająca z faktu, że opisują modelowe doświadczenia powracające w ludzkich opowieściach od tysięcy lat, sięga w człowieku czegoś bardzo intymnego. Jednocześnie można je czytać na wielu poziomach: fabularnym, symbolicznym, psychologicznym; traktować jako lekką opowieść, lub poszukiwać w nich powagi. Homer sięga po archetyp, nie rezygnując przy tym z baśniowości, humoru i groteski, co stanowi interesujące połączenie, zwłaszcza w kontekście podejmowanego tematu.
Mam nadzieję, że uda nam się oddać wielowymiarowość tej historii, ponieważ Odyseja jest zarówno archetypową opowieścią o powrocie do domu, o bohaterze wojennym, który po dziesięciu latach walk pod Troją wraca i próbuje nie tylko odnaleźć drogę do rodziny, lecz także otrząsnąć się z wojennej traumy, a z drugiej strony opowieścią o konsekwencjach wyborów, które ten bohater podejmował w czasie wojny.
Punktem wyjścia była książka Jonathana Shaya „Odyseusz w Ameryce”. Shay, psychiatra pracujący z weteranami wojny w Wietnamie, zauważył, że Homer opisuje w sposób symboliczny kolejne etapy powrotu żołnierza do społeczeństwa oraz proces dochodzenia do zdrowia po niewyobrażalnej traumie, jaką jest wojna. Odyseusz więc, zanim wróci do Penelopy, musi najpierw odzyskać siebie, na nowo rozpoznać, kim jest poza polem walki. Jednocześnie musimy pamiętać, że nie był on niewinną ofiarą wojny, przypadkiem w nią uwikłaną. Od jego decyzji zależało życie wielu ludzi, a ciężar tych wyborów jest integralną częścią jego drogi powrotnej.

Fot. Łukasz Giza
W kraju Feaków zaczyna opowiadać swoją historię i odkrywa, jak bardzo zmieniło go to, czego doświadczył. Posługuje się baśniowymi symbolami, Kyklopami, Syrenami, Skyllą, ponieważ nie potrafi opowiadać o tym, co przeżył, wprost. To jego zasłona dymna.
Istotne w naszej inscenizacji jest to, że znacznie rozwinęliśmy wątek Penelopy. W oryginale pełni ona raczej rolę epizodyczną, jest symbolem wiernej żony, do której się wraca. My jednak dajemy jej głos i rozwijamy jej perspektywę, przyglądając się samemu doświadczeniu czekania, temu, co robi z człowiekiem czas spędzony w samotności i niepewności. Zaczęliśmy się zastanawiać, co mogło wydarzyć się w jej życiu przez dwadzieścia lat jego nieobecności i podążyliśmy za tą niewiadomą. W tym celu sięgnęliśmy po książkę Grażyny Jagielskiej „Miłość z kamienia”. Jej mąż był w latach 80. i 90. znanym korespondentem wojennym, a Jagielska bardzo szczerze opowiada o własnych doświadczeniach. Musiała podjąć leczenie z powodu PTSD, które rozwinęło się u niej w wyniku pracy męża. Myślę, że współczesnych Penelop jest wciąż za dużo, ale zrozumie ją też każda kobieta, która kiedykolwiek czekała na powrót ukochanego.
Mamy więc dwie perspektywy na to, co dzieje się z człowiekiem, kiedy wojna staje się rzeczywistością, a powrót z niej nie jest tylko podróżą przez oceany, lecz także trudną drogą w głąb siebie. Chciałabym, żeby jak u Homera, powrót zawsze był udany, ale w tej inscenizacji przyglądamy się również temu, na ile jest to możliwe.



