Premiera spektaklu "Lubiewo" w WTW
„Lubiewo” to pierwsza we Wrocławiu sceniczna realizacja twórczości Michała Witkowskiego. Sięgnął po nią duet teatralny Jędrzej Piaskowski (reżyseria, koncepcja) – Hubert Sulima (adaptacja, dramaturgia, koncepcja). Premiera spektaklu 24 stycznia na Dużej Scenie Wrocławskiego Teatru Współczesnego.
Wydana w 2005 roku powieść „Lubiewo” to wywrotowy portret środowiska homoseksualistów schyłku PRL, którą sam autor opisał jako „przygodowo-obyczajową powieść z życia ciot”. Pochodzący z Wrocławia pisarz był za nią nominowany do Literackiej Nagrody Nike i otrzymał Nagrodę Literacką Gdynia w kategorii „Proza”.
Wystawienie spektaklu na podstawie „Lubiewa” było wielkim marzeniem Huberta Sulimy:
– To dzieło ikoniczne nie tylko dla literatury queerowej, ale dla polskiej kultury w ogóle. A przy tym książka na wskroś wrocławska. Witkowski uchwycił podziemne tętno naszego miasta jak nikt inny. W spektaklu przyzywamy bohaterki „Lubiewa” z powrotem do domu, urządzamy ciotowskie dziady. Chcemy, by te historie wyszły z cienia i wpisały się wreszcie w nasze lokalne DNA.
Istotnym bohaterem spektaklu jest Wrocław. Twórcy w wielu miejscach odnoszą się do znanych wrocławianom miejsc i próbują naszkicować oraz przypomnieć ich przeszłość związaną z kulturą LGBTQ+.
Jędrzej Piaskowski zauważył, że kiedy ponownie zaczęli wczytywać się w ten utwór, okazało się, że jest to materiał wart odczarowania, odświeżenia i sprawdzenia, na ile świat się zmienił wobec tego opisanego przez Witkowskiego:
– Do tej książki przylgnęła taka łatka, że to jest fajna, śmieszna powieść o starych ciotach z Wrocławia. A to, co nas teraz uderzyło, to to, że ta książka jest bardzo smutna, wręcz tragiczna, że tak naprawdę jest to bardzo przenikliwy, bolesny komentarz do polskiego społeczeństwa. Że jest to uniwersalna opowieść o Polsce, jej realiach, o polskiej mentalności i ludziach, którzy w niej próbują ulokować jakieś swoje nienormatywne tożsamości, którzy w tych polskich warunkach szukają miłości.
Dlatego dla reżysera jasne było od początku, że gejów z „Lubiewa” w tym spektaklu muszą grać także kobiety:
– Dzięki temu ten materiał rozszerza się znaczeniowo, uniwersalizuje się. Nie budujemy na scenie sentymentalnego gejowsko-peerelowskiego skansenu, chociaż i takie nutki pojawiają się w spektaklu. Interesuje nas przede wszystkim wymiar ludzki i społeczny tego materiału literackiego. Tutaj zgadzamy się z Michałem Witkowskim, który wielokrotnie mówił nam: „szukajcie pod tą śmiesznością tragedii i dramatu”.
Piaskowski dodaje, że ta książka jest też bardzo atrakcyjna literacko i bardzo śmieszna, a właściwie tragi-śmieszna i napisana wyrazistym, obrazowym językiem:
– Ta atrakcyjność może łatwo przesterować uwagę czytelnika. Natomiast naprawdę niewiele trzeba zdjąć tej śmieszności, niedaleko przesunąć akcenty, żeby odkryć momenty głęboko ludzkie, dramatyczne, a nawet przerażające czy wstrząsające. Ale oczywiście nie rezygnujemy ze śmiechu.
Hubert Sulima zwraca uwagę, że „Lubiewo”, jak każda wielka powieść, opowiada o miłości i śmierci:
– O desperackim głodzie drugiego człowieka i wydrapywaniu skrawków szczęścia w bagnie życia. To opowieść uniwersalna, chociaż osadzona w konkretnym czasie transformacji po 1989 roku − zmian, które przeorały naszą rzeczywistość od góry do dołu. Witkowski oddaje głos przegranym, tym, którzy stracili wszystko. Z drugiej strony porażka dała im poczucie wolności, dno − rodzaj spokoju. Jest w ich postawie anarchia i bunt wobec świata, który skupiony jest na pieniądzach, sukcesie i niekończącym się przymusie rozwoju.
Pod warstwą kampu, brokatu i soczystego języka kryje się ciotowska tragedia antyczna, pełna heroin i operowych diw – uwięzionych przez złośliwy los w ciałach starzejących się, ubogich mężczyzn.
Jacek Sotomski, autor muzyki do „Lubiewa”, inspirował się włoską operą romantyczną z końca XIX wieku. W spektaklu, oprócz nawiązań do świata opery, pojawi się piosenka Anny Jantar pt. „Nic nie może przecież wiecznie trwać”. Nie zabraknie też muzyki ilustracyjnej – historycznego ambientu i radzieckich piosenek.
Nawiązania do opery pojawią się także w scenografii.
– Scenografia będzie barwnym, przerysowanym teatralnym mechanizmem, w którym bohaterowie „Lubiewa” będą mogli opowiedzieć swoją historię. Chcemy pokazać, jak magia i wyobrażenia o operze powstają na oczach widzów – mówi Anna Maria Karczmarska, która zaprojektowała scenografię wspólnie z Mikołajem Małkiem.
Rafał Domagała, kostiumograf, w swojej pracy sporo czerpał z kultury gejowskiej od lat osiemdziesiątych do dwutysięcznych:
– Inspirowałem się kulturą kampu, przegięciem, przerysowaniem, bogatymi kolorami i stylem ulicy starszych panów – homoseksualistów, którzy chcą w delikatny sposób zaznaczyć to w swoim stroju.
Ramy czasowe w „Lubiewie” będą się zacierać, co znajdzie odzwierciedlenie w warstwie wizualnej. Światło do spektaklu projektuje Klaudia Kasperska:
– Będzie nas ono kierować w stronę historii, która rozgrywa się między starymi czasami wrocławskiego PRL-u i baśniowymi wspomnieniami, w których nie wiadomo, co jest prawdą, a co fikcją.
Hubert Sulima podkreśla, że to historia o zbawiennej sile wyobraźni, z czasów kiedy ludzie jeszcze ze sobą rozmawiali i wspólnie snuli opowieści.
Premierowy set spektaklu „Lubiewo”: 24, 25, 27, 28 i 29 stycznia na Dużej Scenie WTW
Kolejne terminy: 13, 14 i 15 marca.
bilety: www.wteatrw.pl






