W Karkonoszach kręcą „Ostatni wyścig”
Sześć lat przygotowań i dwanaście wersji scenariusza – w Karkonoszach rozpoczęto zdjęcia do filmu, który będzie opowiadał o tragicznej śmierci legendarnego narciarza Bohumila Hančy i jego przyjaciela Václava Vrbaty. Pierwsze klapsy padły przy drewnianej chałupie w Františkovie koło Rokytnicy nad Jizerą, obecnie kręcone są sceny na grzbiecie Karkonoszy.
Film opowiadał będzie historię, która wydarzyła się 24 marca 1913 roku podczas zawodów narciarskich na 50 kilometrów. Faworytem był 27-letni Bohumil Hanč, ale prasa duże szanse dawała także doskonale przygotowanym zawodnikom niemieckim. Start wyznaczono na godzinę siódmą rano. Pogoda była iście wiosenna, było ciepło, więc Hanč wystartował ubrany lekko, w samych spodniach i koszuli. W tym samym czasie w góry ruszył jego przyjaciel Václav Vrbata, by popatrzeć na zawody i wspomóc duchowo swego kolegę.
Gdy 15 zawodników ruszyło na trasę, pogoda zaczęła się diametralnie zmieniać: zaczął padać deszcz, który w wyższych partiach gór zamieniał się w śnieg. Organizatorzy zaczęli rozważać, czy nie przerwać zawodów, taką też decyzję podjęli, gdy deszcz zamarzał na zawodnikach, klejąc ich przemoczone ubrania do ciał. Hanč miał już wówczas dużą przewagę nad pozostałymi zawodnikami, nie wiedział więc, że kolejno schodzili oni z trasy, wycofując się z zawodów. Ostatnim miejscem, gdzie był widziany były punkt kontrolny na Łabskim Szczycie. Dyżurujący tam sędzia próbował przekazać mu informację o przerwaniu zawodów, ale w zamieci śnieżnej i pośród ryków wichury, Hanč nie zauważył sędziego, a tym bardziej go nie słyszał. Chciano go jeszcze „przejąć” w Labskiej boudzie, ale tam nie dotarł. Wtedy grupa zawodników i organizatorów wyszła, by go poszukać.
Przemarzniętego, mocno zdezorientowanego i bełkoczącego niezrozumiałe słowa odnalazł Niemiec Emmerich Rath, który pozostawia narty i próbuje go transportować. Po kilkuset metrach dochodzi do wniosku, że sam nie da rady, więc rusza po pomoc, która szybko wyrusza po Hančę i na saniach przewozi go Labskiej boudy. Tam niestety Hanč umiera... Gdy go znaleziono, miał na sobie płaszcz i rękawice, których nie miał przecież podczas startu. Jasnym więc było, że na trasie ktoś musiał mu je dać i że ten ktoś może teraz potrzebuje również pomocy.
Mniej więcej w tym samym czasie w Mísečkach Niemiec Majwald z Krausovych Boud, opowiada w jednej z chałup, że na Zlatym návrší widział jakiegoś leżącego przy nartach człowieka, który coś do niego wołał. Nie rozumiał o co chodzi, więc poszedł dalej. Historię usłyszał Glaser z Hornych Mísečnych Boud, który na lekkich saniach zwoził z Labskiej boudy bagaże pozostałych zawodników. Natychmiast wyruszył i wkrótce znalazł zamarznięte ciało, które przetransportował do Míseček. Dopiero następnego dnia okazało się, że to Václav Vrbata. Prawdopodobnie Vrbata, gdy oddał swoje wierzchnie odzienie przyjacielowi, by ten mógł ukończyć zawody, sam pobłądził w zadymce śnieżnej i nie potrafił odnaleźć drogi w doliny, gdzie pewnie udało by mu się uratować życie. Trafił na porzucone narty Hanča, więc zaczął szukać przyjaciela. Niestety opuściły go siły i również zamarzł...
Premiera filmu planowana jest na 22 lutego 2022 roku.



