Walka z barszczem Sosnowskiego
Barszcz Sosnowskiego to groźna nie tylko dla człowieka, ale i dla zwierząt roślina. Kontakt z nią może powodować oparzenia nawet III stopnia, a tworzące się na skórze bąble są trudne do zagojenia. O barszczu coraz głośniej, zwłaszcza po śmierci starszej jeleniogórzanki, która zmarła po kontakcie z rośliną, jaki nastąpił podczas koszenia trawy.
Roślina przybyła do nas z Kaukazu w połowie XX wieku, celowo sprowadzona wtedy jako roślina pastewna. Szybko jednak okazało się, że więcej z nią problemów niż pożytku, a uprawa wcale nie przynosi pożądanych efektów gospodarczych. Za późno jednak było na jej trwałe usunięcie, okazała się tak inwazyjna, że teraz mamy z nią tylko problemy.
Na wczorajszej sesji sejmiku wojewódzkiego radny Paweł Hreniak zaproponował, aby 200 tysięcy złotych przeznaczonych na promocję regionu przesunąć na walkę z barszczem Sosnowskiego. Gdyby się tak stało, województwo dolnośląskie mogłoby te pieniądze przeznaczyć jako wkład własny i starać się o dotację w wysokości nawet 2 milionów złotych. Niestety, zarząd województwa nie uznał za zasadne umieszczenie wniosku w programie sesji, przez co nie było szans na głosowanie nad nim.
Wrocławscy „zieloni” walczą jednak o pieniądze na zwalczanie barszczu i zachęcają na swych stronach do podpisania petycji, o której piszą: chcemy wprowadzenia systemu reagowania i zwalczania inwazji barszczu Sosnowskiego i Mantegazziego. Musimy stworzyć spójny system w oparciu o wiedzę naukową i z wykorzystaniem skutecznych metod. Należy też zobowiązać konkretną instytucję do likwidacji skutków wieloletnich zaniedbań. Podpisz petycję
Petycja w sprawie walki z barszczem Sosnowskiego



