Z żoną tylko przez granicę
Stan zagrożenia epidemicznego i wprowadzane w związku z tym różne przepisy, generują w naszym życiu niecodzienne sytuacje. Wprowadzenie zakazu wielokrotnego przekraczania granicy przez osoby zatrudnione po drugiej stronie, spowodowało że wiele rodzin zostało rozdzielonych. W takiej sytuacji jest np. p. Ryszard Kaliczak, który jest kierowcą pracującym w czeskiej firmie. Na prośbę swego pracodawcy pozostał w Republice Czeskiej, podczas gdy żona i dwie córki mieszkają w Polsce. Sytuacja jest tutaj jednak niemal kuriozalna…
Malá Čermna to wieś, która graniczy z Kudową-Zdrojem. Granica jest tutaj niemal niewidoczna, a zabudowania po obu stronach granicy sprawiają wrażenie jednej miejscowości. Tak jednak nie jest, o czym informują porozrzucane po łąkach i posesjach słupki graniczne. Przypadek p. Ryszarda opisany przez czeski portal rozhlas.cz z pewnością nie jest jedyny – takich sytuacji mamy więcej… Tak to opisuje rozhlas.cz:
Ryszard Kaliczak wolnym krokiem zmierza do swego rodzinnego domu, radośnie wita go pies. Czarny labrador jest jedynym domownikiem, który swobodnie może się tutaj przemieszczać, Ryszard zatrzymuje się około 20 metrów przed wejściem do domu. Właśnie dotarł do niewidzialnej granicy między Republiką Czeską a Polską. „Jestem w domu, a jakbym w nim nie był” – mówi z uśmiechem. Dalej już nie może pójść, bo w myśl polskiego prawa grozi mu kilkuletnie więzienie. Ryzykować nie chce, bo zaledwie kawałek od nas, funkcjonariusze polskiej Straży Granicznej pilnują zamkniętego przejścia Malá Čermná – Czermna. Z polskiej strony przychodzi żona z kawą. Kubek stawia na biało-czerwonym słupku granicznym. W tej chwili małżonkowie są od siebie na mniej niż metr.
Żona p. Ryszarda tęskni za mężem. Małżeństwem są od 20 lat i jeszcze nigdy wcześniej tak długo bez siebie nie byli. Także dwie córki mają nadzieję, że ta niecodzienna sytuacja szybko się skończy. „To jak za minionego reżimu. Widzimy się, ale nie możemy nawet sobie podać rąk”. Po chwili żegnają się, Ryszarda czeka kolejny kurs – pracuje jako kierowca w náchodskiej spółce komunikacyjnej CDS, w której 40% zatrudnionych kierowców to Polacy. Dzięki temu, że on i jego pięciu kolegów pozostało po stronie czeskiej, w oddzieleniu od swoich rodzin, spółka może funkcjonować bez większych problemów.



