Zima we wschodniej części Gór Kamiennych

2019-02-02
  • Fot. Tomek Nawrot

    Fot. Tomek Nawrot

     W poszukiwaniu śnieżnej zimy obrałem sobie za cel Andrzejówkę i Masyw Dzikowca. To najwyżej dostępne miejsca w Górach Kamiennych, do których można dotrzeć samochodem lub wyciągiem. Po minięciu Świdnicy zauważyłem robotników pracujących przy torach nieczynnej linii kolejowej prowadzącej do Jedliny-Zdroju. To dobry znak, potwierdzający zgodnie z zapowiedziami przywracanie jej do ruchu. W Zagórzu Śląskim skręciłem w drogę prowadzącą do Jedliny-Zdroju. Nieco przed jej najwyższym punktem, na końcu miejscowości Niedźwiedzica, na wysokości 500 m n.p.m., pojawiła się ciągła pokrywa śnieżna. Z tego miejsca rozpościera się ładny widok na pobliskie góry. Widać też zamek Grodno. Po przejechaniu kilkuset metrów warto ponownie się zatrzymać, aby podziwiać widoki. Stąd, w kierunku zachodnim, widać Góry Wałbrzyskie i dominującą w nich Borową.

     W Podlesiu skręciłem w prawo, a następnie znów w prawo w pierwszą drogę. Wyłożona jest płytami betonowymi i prowadzi do wieży z urządzeniami telekomunikacyjnymi, która znajduje się na jednym z grzbietów Gór Czarnych. Przez jakieś pierwsze 200 m była odśnieżona - znajdują się przy niej domy. Dalej trzeba było już podejść. Spod wieży rozpościerają się bardzo ładne widoki. W kierunku południowo-zachodnim na Góry Wałbrzyskie, północno-zachodnim na Wałbrzych, północnym na część Gór Czarnych i Pogórze Wałbrzyskie. Widać było za nimi Ślężę i Radunię, a właściwie ich górne części. Wydawało się, jakby lewitowały nad niżej znajdującymi się chmurami. Bardziej na prawo łatwo zauważyć można było zamek Grodno i znajdujący się poniżej niego pałac, obecnie opuszczony.

     Potem wróciłem do drogi prowadzącej do Jedliny-Zdroju, a następnie przez Głuszycę pojechałem do Andrzejówki. Tam znalazłem prawdziwą zimę. Oszronione i obsypane śniegiem drzewa, wyciągi narciarskie pracujące pełną parą, dorośli i dzieci zjeżdżający na sankach i na czym się da na stoku obok schroniska. Postanowiłem zagłębić się w tę zimową scenerię i poszedłem czerwonym szlakiem w kierunku Przełęczy pod Szpiczakiem. Śnieg był ubity, równy, nogi nie zapadały się w nim, szło się więc komfortowo. 
Moim celem był punkt widokowy znajdujący się mniej więcej w połowie tej drogi. Rozpościera się z niego szeroka panorama  na Góry Sowie. Widać też wieżę na Wielkiej Sowie.

     Do wyciągu wwożącego na grzbiet Masywu Dzikowca dotarłem. Ze względu jednak na późny czas i zmęczenie, które były wynikiem przygody z wydostaniem po drodze samochodu ze śniegu, odpuściłem wjazd na górę i wejście na Dzikowiec. W śnieg wjechałem i nie mogłem przez dłuższy czas z niego się wydostać, gdy nie chcąc cofać na jednej z lokalnych dróg postanowiłem zawrócić. Śnieg poza drogą wydawał się ubity przez traktor, co wywnioskowałem po śladach. Jednak później się okazało, że zanim tam spadł, samochody porobiły w grząskim gruncie koleiny, potem zamarzły, a następnie wypełnił je śnieg. Poza tą przygodą, wszystkie drogi, którymi jechałem, były przejezdne, nie było na nich śniegu.

Tomek Nawrot
CMS by Quick.Cms| Projekt: StudioStrona.pl